, Narodowy Fundusz Zdrowia Lublin 

Narodowy Fundusz Zdrowia Lublin

Patrzysz na wypowiedzi znalezione dla hasła: Narodowy Fundusz Zdrowia Lublin




Temat: Tomasz Pękalski nowym szefem lubelskiego NFZ
Narodowy Fundusz Zdrowia, oddział w Lublinie ma nowego dyrektora. Został nim Tomasz Pękalski z Tomaszowa Lubelskiego.

Obowiązki dyrektora NFZ do tej pory pełnił Andrzej Kowalik. Konkurs na stanowisko dyrektora zostało ogłoszone w czerwcu tego roku.





Temat: Narodowy Fundusz Zdrowia - oddział w Lublinie
ul. Szkolna 16
20-124 Lublin,
NIP: 1070001057

tel. 081/ 53-10-500 do 502
fax. 081/ 53-10-528
e-mail: info(małpa)nfz-lublin.pl

ul. Koryznowej 2d
20-137 Lublin
tel. 081/ 74-83-657

Obsługa ubezpieczonych dot. przepisów o koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, w tym sposobu wypełniania wniosku o EKUZ oraz wystawienie formularzy serii E-100 udzielane są przez pracowników pod następującymi numerami telefonów:

- tel. (081) 94-88, (081) 748-36-57 wew. 173,
- tel. (082) 56-22-204,
- tel. (083) 34-49-305,
- tel. (084) 67-76-410.
Wnioski ubezpieczeni mogą przesyłać na numery faxu: (081) 748-36-57 wew. 165, (082) 56-22-201, (083) 34-49-321, (084) 67-76-421 oraz na pocztę elektroniczną: formularze(małpa)nfz-lublin.pl





Temat: Turnusy rehabilitacyjne

02.01.2007 r.
Rozporządzenie weszło w życie pod koniec ubiegłego roku. Od tego czasu ruszyła lawina. - Gdy istniały jeszcze kasy chorych, pacjent mógł jeździć do sanatorium raz w roku - wyjaśnia Barbara Nawrocka, rzecznik oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia w Bydgoszczy. - Później raz na dwa lata. Od roku nie ma ograniczeń: to lekarz decyduje o częstotliwości wyjazdów, opierając się na stanie zdrowia pacjenta - dodaje.

Zmiana przepisów spowodowała lawinę skierowań na wyjazdy lecznicze. Chory nie zdąży jeszcze wyjechać, a już biegnie do kolejnego medyka i prosi o skierowanie na następny wyjazd. W efekcie do oddziału NFZ wpływa codziennie kilkaset skierowań na leczenie sanatoryjne. - Jeszcze niedawno na wyjazd czekało się pół roku. Teraz po prostu nie nadążamy z rozpatrywaniem wniosków: termin oczekiwania wydłużył się do 14 miesięcy - zdradza Nawrocka.

źródło

Mowa jest tylko, iż pomiędzy pierwszym a kolejnym leczeniem uzdrowiskowym przerwa powinna wynosić 12 miesięcy. Ale jak bywa w rzeczywistości...
Popierniczyli z przepisami i to zdrowo. Ja już przestaję się w tym łapać.

Zasady wystawiania i potwierdzania skierowań na leczenie uzdrowiskowe




Temat: Chora służba zdrowia...
Rząd głuchy na postulaty w służbie zdrowia...


Szpitale potrzebują więcej pieniędzy na leczenie dzieci

Dajcie nam więcej pieniędzy, bo mamy większe potrzeby - apelują dyrektorzy szpitali dziecięcych z całej Polski. Dyrektorzy 22 placówek skierowali pismo do Ministerstwa Zdrowia i centrali Narodowego Funduszu Zdrowia. Domagają się wzrostu stawek o 40 procent.

Dla NFZ nie ma różnicy pomiędzy kosztami leczenia dzieci i dorosłych. Zdaniem dyrektorów szpitali dziecięcych, koszt leczenia najmłodszych jest jednak o 40 procent wyższy niż w przypadku dorosłych pacjentów.

- Konieczność większej obsady personelu, większe zużycie leków, większa liczba koniecznych dla dzieci posiłków, bardziej precyzyjny i droższy sprzęt - wylicza doktor Jerzy Szarecki ze szpitala dziecięcego w Lublinie.

Zmiana systemu rozliczeń na tak zwane jednorodne grupy pacjentów jeszcze bardziej okroiła budżety placówek. Na starych zasadach szpital miał 20 procent nadwykonania, na nowych nie wypracował kontraktu.

- Pomimo większej ilości wykonanych procedur otrzymaliśmy mniejsze środki finansowe - mówi doktor Szarecki. List trafił już do decydentów, ale na razie nie doczekał się żadnej odpowiedzi.

źródło informacji: RMF

P.S. Wszystko jest jasne... Dzieci pana Donalda Tuska i naszych kochanych ministrów POkemonów nie leczą się z zwykłych publicznych szpitalach...



Temat: Turniej Valkenswaard Open - Holandia 27.1.2008
INFORMACJE O WYJEŹDZIE DO HOLANDII

Open Valkenswaard

Wyjazd z Lublina: godz. 2.00 w nocy z piątku na sobotę 25/26 stycznia, parking przy PZMot w Lublinie, ul. Prusa, przy stacji Shella.

Po drodze na lotnisko planowany postój na śniadanie.

Wylot z Katowic – sobota, 26 stycznia, godz. 11.45 (WizzAir W6 127)
Przylot do Eindhoven – sobota, 26 stycznia, godz. 13.45

Z lotniska odbierają nas przedstawiciele organizatorów i dowożą na miejsce zakwaterowania.

Wylot z Eindhoven – wtorek, 29 stycznia, godz. 14.15 (WizzAir W6 128)
Przylot do Katowic – wtorek, 29 stycznia, godz. 16.00

Limity bagażu:
- bagaż podręczny do 10 kg i wymiarach do 55 x 20 x 40 cm, nie zawierający płynów i kosmetyków, należy do niego zapakować cenne przedmioty, urządzenia elektroniczne (mp3, aparat, telefon itp.)
- bagaż rejestrowany (do luku) o wadze do 20 kg

Nocleg w Holandii: schronisko młodzieżowe Stayokay Valkenswaard, Pastoor Herkensdreef 20, 5552BG Valkenswaard, tel. 0031 40 201 53 34

Telefon kontaktowy – Piotr Bernat:
- tel. 0602 35 15 85 (WYŁĄCZNIE poprzez SMS, połączenia głosowe na ten numer nie będą odbierane)
- tel. +31 617 681 989 (SMS oraz połączenia głosowe, telefon komórkowy do całodniowej łączności)

Należy mieć ze sobą:
- paszport lub dowód osobisty nowego wzoru,
- Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) – do załatwienia w Narodowym Funduszu Zdrowia w Lublinie – bezpłatnie, info na www.nfz.lublin.pl
- dobok (biały ITF)
- dres klubowy
- indywidualne ochraniacze
- pieniądze na startowe – 12,5 euro za walki, 5 euro za układy
- kieszonkowe na wyżywienie (oprócz śniadań), zwiedzanie, ew. lokalne dojazdy, zakupy
- koszty dojazdu do/z lotniska i parkingu rozliczamy osobno wg paliwa i rzeczywistych kosztów.

Dla tych, którzy chcą zaprosić krewnych lub znajomych - zawody odbywają się w hali sportowej "De Belleman", van Bruhezedal, Valkenswaard (Dommelen), niedaleko Eindhoven, w niedzielę 27 stycznia od 10 do 18.




Temat: ksiądz zachęca kobiety ;-)
Tyszowce: ksiądz zachęca kobiety do badań profilaktycznych

Ks. Grzegorz Chabros, proboszcz parafii pw. św. Leonarda w Tyszowcach na terenie diecezji zamojsko-lubaczowskiej zachęca kobiety do przeprowadzenia badań profilaktycznych.

Z prośbą o taką pomoc zwrócił się do księdza oddział Narodowego Funduszu Zdrowia w Lublinie. Listy w tej sprawie Fundusz wysyła do wielu parafii w całym województwie lubelskim. - Intencją Oddziału jest rozpowszechnienie informacji o prowadzonych badaniach wśród jak najszerszego grona odbiorców, w tym w małych miejscowościach i społecznościach wiejskich - wyjaśnia Małgorzata Chymosz z lubelskiego oddziału NFZ.

W rozpowszechnieniu tych informacji, a także we wskazaniu problemu zachorowalności na raka oraz wskazaniu możliwości poddania się badaniom, mogą pomóc Funduszowi właśnie kapłani z małych miejscowości, którzy z ambon będą zachęcali kobiety do profilaktyki.

Jedną z takich profilaktycznych akcji, prowadzonych przez NFZ, jest bezpłatne badanie mammograficzne. Każdej kobiecie, która przekroczyła 50 lat, raz na dwa lata przysługuje bezpłatna mammografia. Tymczasem kobiet, które spełniają kryteria, zgłasza się na badania zbyt mało. Dlatego NFZ poszukuje różnych sposobów, by dotrzeć do kobiet. Jednym z nich jest wysyłanie w teren tzw. mammobusów, które mogą dojechać nawet w najbardziej oddalone od ośrodków medycznych miejsca. Ale zanim mammobus dojedzie, trzeba o tym poinformować ludzi i przekonać, że warto poddać się badaniu.

Do Tyszowiec, znajdujących się na terenie diecezji zamojsko-lubaczowskiej, mammobus przyjedzie w najbliższą niedzielę,16 lipca. Proboszcz, ks. Grzegorz Chabros od kilku tygodni informuje już o tym swoje parafianki. - Z całą pewnością warto zachęcać kobiety do profilaktyki, warto je przekonywać, że takie badania mają sens, bo przecież chodzi tutaj o rzecz najcenniejszą - zdrowie - podkreśla ks. Chabros, który przez 7 lat był kapelanem w szpitalu wojewódzkim im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu i przez ten czas niejednokrotnie zetknął się z przypadkami, gdy interwencja lekarska nastąpiła zbyt późno.

KAI

------------------

Proponuję w gablotce w kruchcie wywiesić zdjęcia z badań :)



Temat: [Rankingi] Pozycja Kielc wśród największych miast w Polsce

Jak podzielą NFZ - mamy projekt
Adam Czerwiński, Łódź
2008-06-10, ostatnia aktualizacja 2008-06-10 17:24

O tym ile pieniędzy dostanie szpital w Łodzi zdecydują urzędnicy z Katowic. Kliniki z Białegostoku będą rozliczać się z Warszawą. Lekarze z Kielc wyślą rachunki do Krakowa. Zdobyliśmy projekt podziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wielką reformą. Chce oddłużyć szpitale i zamienić je w spółki. Ostatnio ogłosiło także, że podzieli NFZ. Prawnicy z ministerstwa przygotowali już projekt ustawy. A "Gazeta" do niego dotarła.

Wiadomo, że jeden wielki NFZ zastąpi sześć organizacji w największych miastach Polski.

Za kilka lat fundusze mają ze sobą konkurować. Ale do tego czasu będą działać podobnie jak kasy chorych. To znaczy, że za leczenie mieszkańców Mazowsza zapłaci instytucja z siedzibą w Warszawie. A za Ślązaków urząd w Katowicach.

Ale w kilku regionach szykują się duże zmiany. Bo większe oddziały dzisiejszego NFZ wchłoną mniejsze.

Jak wynika z projekty ustawy od stycznia fundusze będą działać w:

* Gdańsku,

* Krakowie,

* Katowicach,

* Poznaniu,

* Warszawie

* i we Wrocławiu.

Gdańskowi będą podlegać województwa Pomorskie, Warmińsko-Mazurskie i Kujawsko-Pomorskie.

Kraków oprócz szpitali z małopolski będzie płacił za Podkarpacie i Świętokrzyskie.

Śląsk wchłonie Łódzkie;

Wielkopolska - Zachodniopomorskie,

Mazowsze - Lublin i Podlasie.

A urzędnicy z Wrocławia ustalą stawki dla Lubuskiego i Opolskiego.

Dyrektorzy szpitali w Łódzkiem na wieść o planowanych zmianach protestują. Piszą do ministerstwa zdrowia, że zmiana zmarginalizuje ich miasto i ograniczy jego mieszkańcom dostęp do opieki medycznej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
Poleć znajomemu Wydrukuj Podyskutuj na forum


Zaczynam powoli wierzyć Lubawskiemu, że toczy sie jakaś gra, żeby marginalizować pewne tereny kosztem innych. Parlamentarzyści i władze samorządowe mają kolejne pole do popisu.




Temat: Newsy 2008
Jak podzielą NFZ - mamy projekt
Adam Czerwiński, Łódź
2008-06-10, ostatnia aktualizacja 29 minut temu

O tym ile pieniędzy dostanie szpital w Łodzi zdecydują urzędnicy z Katowic. Kliniki z Białegostoku będą rozliczać się z Warszawą. Lekarze z Kielc wyślą rachunki do Krakowa. Zdobyliśmy projekt podziału Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wielką reformą. Chce oddłużyć szpitale i zamienić je w spółki. Ostatnio ogłosiło także, że podzieli NFZ. Prawnicy z ministerstwa przygotowali już projekt ustawy. A "Gazeta" do niego dotarła.

Wiadomo, że jeden wielki NFZ zastąpi sześć organizacji w największych miastach Polski.

Za kilka lat fundusze mają ze sobą konkurować. Ale do tego czasu będą działać podobnie jak kasy chorych. To znaczy, że za leczenie mieszkańców Mazowsza zapłaci instytucja z siedzibą w Warszawie. A za Ślązaków urząd w Katowicach.

Ale w kilku regionach szykują się duże zmiany. Bo większe oddziały dzisiejszego NFZ wchłoną mniejsze.

Jak wynika z projekty ustawy od stycznia fundusze będą działać w:

* Gdańsku,

* Krakowie,

* Katowicach,

* Poznaniu,

* Warszawie

* i we Wrocławiu.

Gdańskowi będą podlegać województwa Pomorskie, Warmińsko-Mazurskie i Kujawsko-Pomorskie.

Kraków oprócz szpitali z małopolski będzie płacił za Podkarpacie i Świętokrzyskie.

Śląsk wchłonie Łódzkie;

Wielkopolska - Zachodniopomorskie,

Mazowsze - Lublin i Podlasie.

A urzędnicy z Wrocławia ustalą stawki dla Lubuskiego i Opolskiego.

Dyrektorzy szpitali w Łódzkiem na wieść o planowanych zmianach protestują. Piszą do ministerstwa zdrowia, że zmiana zmarginalizuje ich miasto i ograniczy jego mieszkańcom dostęp do opieki medycznej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomos...y_projekt.html



Temat: PYTANIA DO ... !!
Nie wiem czy to tu ale pojawi się nowy "KANDYDAT" (Wiśnia jak by tekst jednak nie pasował to wywal)
Dziennik Wschodni
Kandydat – niespodzianka
Elżbieta Lasota, rzecznik lubelskiego Narodowego Funduszu Zdrowia lub Paweł Gilowski, syn minister finansów. Jedno z nich będzie kandydatem Komitetu Wyborczego Wyborców „Kochamy Lublin” na stanowisko prezydenta Lublina.
Komitet tworzą byli członkowie Platformy Oywatelskiej. – Decyzja zapadnie w tym tygodniu – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od jednego z działaczy.
Lasota to rzeczniczka prasowa lubelskiego NFZ, zatrudniona przez Elżbietę Fałdygę, dyrektora lubelskiego oddziału. Lasota pracuje jednocześnie na Wydziale Psychologii UMCS oraz w szkołach prywatnych, np. WSPA. Ciągnie się za nią niezakończona sprawa sądowa z „Kurierem Lubelskim”, w którym była dyrektorem zarządzającym. Gazeta pozwała ją do sądu z powodu niedopełnienia obowiązków wynikających z kontraktu menedżerskiego i narażenia wydawnictwa
na straty ponad 30 tys. zł. Ponieważ nie stawiała się
na wezwania sądu, ten wydał zaoczny wyrok, zasądzając całość kwoty na rzecz gazety. Wyrok jest prawomocny, ale Lasota złożyła wniosek o wznowienie postępowania. Teraz rozpatruje go sąd.
• Pani albo Paweł Gilowski będzie kandydatem komitetu „Kochamy Lublin” Dariusza Jedliny. Czy chciałaby pani zająć fotel prezydenta Andrzeja Pruszkowskiego? – pytamy Elżbietę Lasotę.
– Dopiero umówiłam się z Jedliną na spotkanie. Coś tam słyszałam od swoich studentów o moim rzekomym kandydowaniu.
• Przyjmie pani
propozycję?
– Zastanowię się – ucina.
Paweł Gilowski – asystent na Wydziale Prawa KUL – otwierał w ubiegłym roku listę kandydatów do Sejmu lubelskiej Platformy Obywatelskiej. Kiedy jednak oskarżono Zytę Gilowską (wówczas liderkę partii Donalda Tuska w regionie) o nepotyzm, jej syn został skreślony z listy. Komitet „Kochamy Lublin” tworzą przede wszystkim byli członkowie platformy, Dariusz Jedlina był szefem partii w mieście.



Temat: Co każda z nas powinna wiedzieć o raku piersi...
...oczywiście jak również:
Bezpłatne badania mammograficzne można wykonać w zakładach opieki zdrowotnej, które podpisały umowę z NFZ na realizację programu. Należy zgłosić się osobiście lub telefonicznie i ustalić termin wizyty -- należy pamiętać o zabraniu dowodu tożsamości.
Szczegółowe informacje o programie można uzyskać w oddziałach wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia oraz w Wojewódzkich Ośrodkach Koordynujących "Populacyjny program wczesnego wykrywania raka piersi".

Ośrodki uczestniczące w badaniu:

* Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, ul. W.K. Roentgena 5 02-781 Warszawa

tel. 022 546 29 64

* Dolnośląskie Centrum Onkologii, pl. Hirszfelda 12 53-413 Wrocław

tel. 071 368 92 54

* Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy, ul. Dr I. Romanowskiej 2 85-796 Bydgoszcz

tel. 052 374 32 38 / 052 374 37 75

* Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, ul. Jaczewskiego 7 20-090 Lublin

tel. 081 747 75 11 wew. 161

* Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Mikołaja Kopernika, ul. Pabianicka 62 93-513 Łódź

tel. 042 689 59 62

* Szpital Uniwersytecki w Krakowie, ul. Kopernika 36 31-501 Kraków

tel. 012 424 74 94

* Opolskie Centrum Onkologii, ul. Katowicka 66a 45-060 Opole

tel. 077 44 16 095

* Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. F. Chopina, ul. F. Chopina 2 35-055 Rzeszów

tel. 017 86 66 436

* Białostockie Centrum Onkologii, ul. Ogrodowa 12 15-027 Białystok

tel. 085 66 46 840

* Klinika Chirurgii Plastycznej i Lecznictwa Oparzeń Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny Nr 1 Akademickie Centrum Kliniczne Akademii Medycznej w Gdańsku ul. Dębinki 7 80-852 Gdańsk

tel. 058 349 24 05

* Centrum Onkologii- Instytut im. Marii Skłodowskiej - Curie w Gliwicach ul. Wybrzeże Armii Krajowej 15 44-101 Gliwice

tel. 032 278 93 35

* Świętokrzyskie Centrum Onkologii, ul. Artwińskiego 3 25-734 Kielce

tel. 041 36 74 246

* Zakład Opieki Zdrowotnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z Warmińsko- Mazurskim Centrum Onkologii w Olsztynie, Al. Wojska Polskiego 37 10-228 Olsztyn

tel. 089 539 80 79

* Wielkopolskie Centrum Onkologii, ul. Garbary 15 61-866 Poznań

tel. 061 88 50 635

* Regionalny Szpital Onkologiczny, ul. Strzałkowska 22 71-730 Szczecin

tel. 091 425 14 92



Temat: Czy monopol cholernego MONARU pomaga czy szkodzi w leczeniu
Jedno jest jasne i wyrazne dla wszystkich myslących więcej niz pantofelek-PROGRAM METADONOWY JEST W GDANSKU BARDZO POTRZEBNY.
Programy są w Krakowie,Chorzowie,Warszawie,Lublinie,Szczecinie,Łodzi,Starachowicach to czemu do cholery nie ma programu w Gdańsku???
Nie tylko nie ma w Gdańsku ale nie ma nigdzie w poblizu Trójmiasta ,które jest znane z duzej liczby opiatowców właśnie.
Jesli to nie spisek to jakies STRASZLIWE,TRAGICZNE ZANIEDBANIE za które ktos powinien wziąc odpowiedzialność i powiedziec np."Programu nie ma bo...nie wierze w skutecznosc substytucji i ja biore odpowiedzialnosc za wszystkie śmierci i choroby które przez brak metadonu w Gdansku spotkały jego mieszkancow ich rodziny i bliskich" i tu podpis osoby ,która dopusciła by takie zaniedbanie miało miejsce ŚWIADOMIE CZY NIEŚWIADOMIE ale władze Gdańska doprowadziły do takiej właśnie sytuacji i powinno sie pociągnąc pewnych urzednikow do odpowiedzialnosci.
Jezeli są obiektywne przyczyny ze program do tej pory nie mogł w Gdansku powstac(mimo ze w innych polskich miastach działają swietnie programy ,ratując zycie i zdrowie) to prosze je nam podać. Mamy prawo wiedziec czemu nie mamy dostepu do efektywnej metody terapii ,do ktorej dostep mają mieszkancy innych miast w Polsce.
Chcemy wiedziec czemu nasze dzieci,męzowie,żony,matki i ojcowie oraz my sami musimy umierac i chorowac w Gdansku z powodu choroby ktora gdzie indziej w Polsce jest skutecznie leczona,ta choroba to uzaleznienie od opiatów,płacąc składki na Narodowy Fundusz Zdrowia ja i moja rodzina oraz bliscy chcemy wiedziec czemu ludzie w Gdansku umierają mimo ze lek jest dostepny,tani i skuteczny!!!!!
I to chyba sedno i nie mozna takich rzeczy przemilczec.
Brawo Wladio,Krakow z Wami
Maśka




Temat: ZAGINIONY


Gdzie jest Marek Wojciechowski? Policja odpowiada na pytania internautów

Na pytania internautów, które pojawiły się na naszej stronie internetowej pod artykułami o zaginięciu Studenta Prawa UMCS , odpowiada podkomisarz Jacek Deptuś z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

• Sprawdziliście szpitale i noclegownie. Czy może być taka sytuacja, że ktoś leży po wypadku w szpitalu a w tym czasie szuka go rodzina?

- Sprawdziliśmy nie tylko szpitale ale również przychodnie i oddziały ratunkowe w naszym województwie i poza nim. Narodowy Fundusz Zdrowia zapytaliśmy czy Marek Wojciechowski już po zaginięciu był zgłoszony w Polsce do refundowania leczenia.

W oddziałach ratunkowych dowiadywaliśmy się czy ktoś w wieku Marka zgłosił się z zanikiem pamięci. Nasza baza danych pokazuje czy taka osoba była legitymowana w całym kraju. Wyniki są negatywne.

• Student miał telefon. Ustaliliście gdzie się znajduje?

- Telefon komórkowy Marka jest wyłączony od chwili zaginięcia. W późnych godzinach wieczornych we wtorek 17 marca prawdopodobnie rozładował się. Od tamtej pory nie zalogował się w sieci.

Nie została użyta żadna z kart bankomatowych studenta. Jeśli ktoś skorzysta z telefonu bądź karty - taka informacja do nas wpłynie.

• Dlaczego wujek Marka mógł spokojnie wyjechać z kraju?

- Nie ma najmniejszych informacji, które świadczyłyby, że jest on odpowiedzialny za zaginięcie Marka. Można tylko rozważać w kategoriach moralnych czy nie powinien dopilnować powrotu nietrzeźwego krewnego na stancję.

Krewny wszedł do innego lokalu. Zorientował się, że Marka przy nim nie ma. Uznał, że chłopak poszedł już na stancję przy ul. Tymiankowej.

Jesteśmy z nim w stałym kontakcie i w każdej chwili możemy go ściągnąć do kraju jeśli byłaby taka potrzeba.

• Sprawdzaliście taksówkarzy? Być może który z nich zabrał Marka? A co pokazują monitoringi z kamer poza miasteczkiem akademickim?

- Pytaliśmy taksówkarzy czy o tej porze nie podwozili młodego mężczyzny. Odpowiedz była negatywna. Przejrzeliśmy zapisy monitoringów ze stacji benzynowej oraz w kierunku Czubów, na ul. Wileńskiej i Zana.

Nie pokazują Marka. Niestety nie ma kamer, które pokazywałyby skrzyżowanie ul. Pagi z ul. Głęboką, do którego zbliżał się student.

• Jak będą przebiegać dalsze poszukiwania?

- Teraz analizujemy zapisy z kamer umieszczonych na śmigłowcu, czekamy na nowe sygnały, do tego trzeba dodać działania operacyjne związane z penetracją światka przestępczego




Temat: Endoprotezy bez kolejki? Jedź pod Lublin (do Poniatowej)
Czy lubelskiemu NFZ zabraknie pieniędzy?

Sposób dzielenia pieniędzy na usługi zdrowotne musi zostać zmieniony. Lubelszczyzna dostaje za mało - taki list od lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia dostała minister zdrowia i opieki społecznej Ewa Kopacz.
Dr Jarosław Kłębukowski w nieczynnej sali operacyjnej oddziału ortopedii w Poniatowej.


Fot. Iwona Burdzanowska / AG

Dr Jarosław Kłębukowski w nieczynnej sali operacyjnej oddziału ortopedii w Poniatowej.

Trzeci rok z rzędu najbardziej oblegane przez pacjentów oddziały i kliniki na Lubelszczyźnie borykają się z tym samym problemem. Kontrakty zawierane z lubelskim NFZ są błyskawicznie przekraczane. Później nie wiadomo kto ma płacić za leczenie, a pacjenci wcale nie przestają pukać do drzwi placówek.

Na początku maja NZOZ prowadzący na zlecenie szpitala powiatowego w Opolu Lubelskim oddział ortopedii w Poniatowej przestał wykonywać operacje. Oddział przestał dostawać z Opola pieniądze za wykonane zabiegi, bo kontrakty z NFZ zostały przekroczone - Nie było wyjścia. I tak dołożyliśmy od siebie 200 tys. złotych, bo przecież musimy zapłacić dostawcom, a zamawiamy protezy najlepszej jakości - tłumaczy Maciej Hendzel, prezes NZOZ prowadzącego oddział.

- Od 2005 roku założyliśmy tysiąc czterysta protez i, dzięki Bogu, nie było żadnych powikłań i skarg od pacjentów - mówi dr Jarosław Kłębukowski, kierownik oddziału, który specjalizuje się głównie w zakładaniu protez kolan i bioder. Oprócz kliniki ortopedii Uniwersytetu Medycznego i wojewódzkiego szpitala specjalistycznego to właśnie mikroskopijny w porównaniu z tymi placówkami oddział w Poniatowej wykonywał większość takich zabiegów w województwie.

W tym roku oddział postanowił zdobyć pacjentów z województw świętokrzyskiego i podkarpackiego (na wszczepienie endoprotezy trzeba tam czekać prawie dwa lata). Wysyłał po pacjentów karetki, operował i po wyleczeniu odwoził do domu. Wszystko na koszt tamtejszych oddziałów NFZ. "Eldorado" skończyło się na początku maja, gdy okazało się, że lubelski NFZ przestał płacić szpitalowi w Opolu Lubelskim, a szpital zaczął zalegać ortopedii w Poniatowej.

NFZ nie ma jeszcze danych o przekroczeniach kontraktów, bo umowy zawiera się na pół roku, lub na 12 miesięcy, ale Karol Ługowski, rzecznik lubelskiego NFZ potwierdza, że placówki z kontraktami półrocznymi już w pierwszym kwartale zrealizowały więcej niż połowę świadczeń.

Według lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia problem wynika z tzw. algorytmu podziału pieniędzy, to wzór matematyczny, według którego Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej wylicza kwoty dla regionów od 2007 roku. Od tamtego czasu ilość pieniędzy przeznaczanych na świadczenia zdrowotne na Lubelszczyźnie regularnie spada. Tymczasem mazowiecki NFZ płaci za wszystkie umowy i jeszcze pieniądze mu zostają.

"Zauważamy tendencję zmniejszania się środków w rezerwach, przy jednoczesnym przesuwaniu tych środków na umowy bieżące, co powoduje zmniejszenie możliwości opłacania świadczeń ponadlimitowych, także tych ratujących życie" - napisała rada lubelskiego NFZ do minister Ewy Kopacz. Jeśli nic się nie zmieni, to może już w przyszłym roku na Lubelszczyźnie może zabraknąć pieniędzy na świadczenia zdrowotne.

Kłębukowski wznowił zabiegi od początku czerwca, choć to ryzyko. - Na dobrą sprawę nie wiemy, czy ktoś nam zapłaci. Ale pacjenci nie chcą czekać. Jeśli nadal nie będziemy operować, to odwrócą się od nas - uważa Hendzel.

Wstępnie minister Kopacz zapowiedziała, że urzędnicy ministerstwa zaczną prace nad zmianą algorytmu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

Czyżby już po poniatowskim eldorado ortopedycznym ? Szkoda...



Temat: Endoprotezy bez kolejki? Jedź pod Lublin (do Poniatowej)
Operacja wszczepienia endoprotezy w tydzień, bez kolejki i z transportem w obydwie strony na koszt NFZ-etu? Czemu nie. Oddział ortopedyczny pod Lublinem walczy o pacjentów z sąsiednich regionów.

- Mamy duże możliwości: dobrą kadrę i warunki lokalowe. Chcemy stworzyć ponadregionalny ośrodek, który będzie zajmował się wszczepianiem endoprotez. Zabiegi możemy wykonywać właściwie od ręki - zaznacza Maciej Hendzel, prezes NZOZ-u, który prowadzi oddział ortopedyczny szpitala w Poniatowej koło Lublina. Spółka jest podwykonawcą lecznicy, działa od 2006 r. - O wyjściu z wszczepianiem endoprotez na szerszy rynek zdecydowaliśmy na początku tego roku. Wcześniej leczyliśmy głównie pacjentów z Lubelskiego. Mimo że mamy silną konkurencję w postaci szpitali z Lublina, udało nam się w ubiegłym roku wykonać pół tysiąca zabiegów. To dużo - podkreśla Hendzel.

Od tego roku spółka chce leczyć również pacjentów z województw świętokrzyskiego, podkarpackiego i mazowieckiego. - Mamy możliwości, stawiamy przed sobą dwa cele: zarabianie pieniędzy i leczenie ludzi - mówi Hendzel. Koszty zabiegu pokryje Narodowy Fundusz Zdrowia, zostanie on wykonany od ręki. Po tygodniu od zgłoszenia się do szpitala pacjent będzie wyleczony. Placówka zapewnia również bezpłatny transport w obydwie strony. Oddział zatrudnia 11 ortopedów, którzy wcześniej pracowali w lubelskich szpitalach.

Na wszczepienie endoprotezy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach trzeba czekać ponad dwa lata, w szpitalu Górka z Buska - nieco ponad rok. - Kolejki biorą się m.in. stąd, że my zabezpieczamy wszystkich pacjentów - ortopedycznych i urazowych. Oddział spod Lublina chce spijać śmietankę, lecząc pacjentów umówionych wcześniej na zabieg, będących po konsultacjach medycznych. Mają pewność, że nie trafi do nich chora starsza pani po wypadku, wymagająca dodatkowo leczenia internistycznego - mówi Stefan Podesek ze szpitala Górka w Busku, wojewódzki konsultant z ortopedii. Zaznacza, że gdyby świętokrzyski oddział NFZ-etu zwiększył środki na te zabiegi, kolejki zostałyby całkowicie zlikwidowane. - Rocznie wykonujemy 800 takich zabiegów, a potrzebujących jest 1100 osób - wylicza Podesek.

Podobnego zdania jest Jan Gierada, dyrektor szpitala na Czarnowie. - Widocznie lubelski oddział NFZ-etu potrafi zachęcić lekarzy do operowania chorych. Ja apeluję o zwiększenie środków na te zabiegi, ale nie mogę się doprosić - mówi Gierada.

W dodatku szpital w Poniatowej ma pewność, że dostanie pieniądze za leczenie chorych spoza swojego województwa. - Świętokrzyski oddział NFZ-etu będzie musiał zapłacić za leczenie swoich pacjentów poza regionem. Ale myślę, że pacjenci z Kielc i okolic będą raczej wybierać szpitale w swoim województwie - mówi Andrzej Troszyński z biura prasowego centrali NFZ-etu.

Na razie nie wiadomo, ilu pacjentów z województwa świętokrzyskiego zechce skorzystać z usług szpitala w Poniatowej, tym bardziej że już jest alternatywa dla Czarnowa i Buska. We Włoszczowie i Staszowie na wszczepienie endoprotez w ogóle nie trzeba czekać. - Na razie w Poniatowej w ogóle nie ma kolejek, bo to nowy podmiot. Stara się zrobić akcję marketingową, m.in. przywożąc i zawożąc pacjentów. Trudno powiedzieć, jaka będzie jakość wykonywanych zabiegów - mówi Jerzy Staszczyk, zastępca dyrektora świętokrzyskiego oddziału NFZ-etu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce



Temat: Kultura Sztuka Oświata Teatr Film Głuchych i Słaboszyszącch
Usłyszą dźwięki przez kość skroniową

Złotoryjski szpital jest pierwszym na Dolnym Śląsku, w którym przeprowadzono operację wszczepienia w skroń implantu Baha, który osobom niedosłyszącym niemal całkowicie przywraca słuch.

W kraju takie zabiegi wykonuje już siedem placówek, ale na Dolnym Śląsku żaden szpital nie chciał ich przeprowadzać, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie refundował implantów. Dopiero w lipcu zabieg pojawił się w koszyku usług Funduszu.

- Mamy na razie słowne zapewnienie z NFZ, że zapłaci w całości za wszczepienie implantu - mówi Tomasz Matuszczyk, ortochirurg i ordynator oddziału laryngologicznego złotoryjskiego szpitala. - Mamy nadzieję, że w przyszłym roku NFZ zgodzi się, byśmy wykonywali taką operację co najmniej raz w miesiącu.

A chętnych nie brakuje. Już ustawiła się kilkunastoosobowa kolejka osób, dla których implant Baha to jedyna szansa na normalne słyszenie. Aparat nie jest tani - kosztuje 24 tysiące złotych, czyli pięciokrotnie przekracza stawki gwarantowane przez NFZ za jedną usługę.

W czwartek w Złotoryi pierwsze implanty dostały dwie kobiety. Starsza, 56-letnia, ma obustronny niedosłuch i nawet dźwięki o największym natężeniu docierają do niej jako szepty. Młodsza, 40-letnia, ma uszkodzony słuch z powodu ostrych stanów zapalnych jednego ucha. Obie operacje trwały niewiele ponad godzinę.

- Implant Baha stosuje się wtedy, gdy nie można zamontować aparatu słuchowego bądź implantu ślimakowego - tłumaczy Matuszczyk. - Pacjenci niedosłyszący często mają uszkodzoną małżowinę uszną i ucho środkowe. Jeśli pacjent przechodził wiele operacji, to w osłabionym narządzie nie przyjmie się żadna wkładka. Pozostaje więc implant w kości i tu Baha jest ratunkiem.

Implant montuje się w kości skroniowej nad uchem. Chirurdzy wywiercają w niej mały otwór, w którym montują mikroskopijne urządzenie. Precyzyjny zabieg wymaga od ortochirurga wyjątkowej dokładności. Tomasz Matuszczyk szkolił się w dwóch klinikach, nim podjął się przeprowadzenia swojej pierwszej operacji wszczepienia implantu Baha.

Rana u pacjenta goi się do trzech miesięcy. Dopiero po tym czasie lekarze przykręcają do wszczepionego implantu procesor, który zamienia sygnały akustyczne na dźwięki. Kość przenosi dźwięk bezpośrednio do ślimaka wewnątrz ucha.

- Dzięki temu urządzeniu można słyszeć dźwięki normalnie, bez sprzężeń, wyławiać głosy z tłumu, a nawet słuchać muzyki - dodaje Matuszczyk.

Na świecie implanty skroniowe wszczepia się od 1977 roku i ma je dziś ponad 80 tysięcy ludzi.
Do Polski metoda dotarła późno. Pierwszą operację przeprowadził w 1992 roku prof. Henryk Skarżyński z warszawskiego Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Obecnie zabiegi wykonuje się w klinikach w Lublinie, Poznaniu, Katowicach, w szpitalach - dziecięcym i Ministerstwa Obrony Narodowej w Bydgoszczy.

Osoby głuchonieme i niedosłyszące w Polsce

W Polskim Związku Głuchych zarejestrowanych jest obecnie 80 tysięcy osób dorosłych i 11 tysięcy dzieci z wadami słuchu. Ale w rzeczywistości może być ich nawet trzy razy więcej, ponieważ wiele osób rehabilituje się na własną rękę bez pomocy związku. Najczęstszą metodą poprawy słuchu nawet u osób niesłyszących jest wszczepienie implantu ślimakowego, który przez stymulowanie nerwów słuchowych pozwala rozróżniać i rozumieć słowa.

Tomasz Woźniak



Temat: TO TYLKO... REALIZACJA UTOPII (skrót)
"WPROST" nr 15, 16.04.2006 r.
SKALPELEM W DOKTORA
Lekarze i pielęgniarki mają bardziej niebezpieczną pracę niż policjanci
Emerytowany wojskowy w Zgierzu chciał zastrzelić lekarza, bo uważał, że karetka przyjechała za późno. W przychodni gliwickiego Centrum Onkologii niemal codziennie dochodzi do awantur. - Pacjenci są coraz bardziej rozwścieczeni i wulgarni - mówi prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor ośrodka. W szpitalach i przychodniach pielęgniarki są atakowane strzykawkami, nożyczkami, a nawet przyniesioną przez chorego siekierą. "Zawód pielęgniarki jest dziś bardziej niebezpieczny niż zawód policjanta" - uważa prof. Elżbieta Krajewska-Kułak z Akademii Medycznej w Białymstoku, kierująca badaniem "Agresja i przemoc w pracy pielęgniarki". Dziewięć na dziesięć pracujących w izbach przyjęć pielęgniarek regularnie wysłuchuje od pacjentów gróźb i obelg, trzy czwarte musiało odpierać atak fizyczny, a co piąta była wielokrotnie szantażowana przez rodziny chorych.

Na agresję pacjentów są narażeni również lekarze. Do niedawna zdarzało się to głównie w zakładach psychiatrycznych i odwykowych, dziś zdarza się nawet na oddziałach kardiologicznych i pediatrycznych. Najgorzej jest w ratownictwie medycznym. Andrzej Bąk z łódzkiego pogotowia został pobity przez pacjenta, któremu odmówił wypisania recepty na insulinę. Jego koleżanka Ewa Bogulak miała pęknięte żebra i uraz czaszki, bo pacjentowi nie podobało się, jak zakładała mu opatrunek. Do dziś leczy stany lękowe. "Takiego nasilenia przemocy nie pamiętam od lat, ratownicy pogotowia są atakowani prawie codziennie" - mówi Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia.

Blokada leczenia
59 proc. Polaków jest niezadowolonych ze służby zdrowia. Najwięcej frustracji wywołuje limitowanie usług medycznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjenci obwiniają jednak głównie lekarzy - uważają, że to oni blokują dostęp do leczenia. "Coraz więcej chorych próbuje siłą wymusić przyspieszenie zabiegu, szczególnie wtedy, gdy wyznaczono im wielomiesięczny termin czekania na operację i nie stać ich na wręczenie łapówki" - mówi dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Jeszcze kilka lat temu lekarze cieszyli się największym prestiżem pośród wszystkich grup zawodowych. Dziś aż 42 proc. Polaków uważa, że lekarze wypełniają swoje obowiązki nierzetelnie, medyków uznają za pracowników sektora usług, od których trzeba wymagać i nie dać się oszukać. Anna Bańkowska, gdy była posłanką SLD, przywiozła do bydgoskiego szpitala klinicznego AM swoją matkę z urazem ręki. Zażądała, by przy okazji prześwietlono staw biodrowy pacjentki. Dyżurujący dr Wojciech Lewandowski odmówił i odesłał chorą do lekarza pierwszego kontaktu. Mąż posłanki zagroził lekarzowi pobiciem, a Bańkowska wyjęła legitymację poselską i zapowiedziała, że lekarz zostanie zwolniony. W Radomiu syn kobiety z zawałem pobił lekarza, bo ten wypisał skierowanie do gorszego, w ocenie atakującego, szpitala. W Białymstoku rozwścieczony pacjent kazał zatrzymać karetkę, a następnie wywlókł z niej lekarkę za włosy. Z kolei chory z Włoszczowej uznał, że personel jest zbyt ślamazarny, i wyrwał z obudowy respirator, a potem tak zdemolował karetkę, że pojazd nadawał się na złom.

Pacjenci intruzi
Pacjenci są rozżaleni, ale i pracownicy służby zdrowia nie są bez winy. "Chorzy są często traktowani bez należytego szacunku i nie są informowani o stanie zdrowia. Również ich rodzinom nie udziela się informacji i traktuje jak intruzów" - mówi prof. Barbara Weigl, psycholog z Akademii Pedagogiki Specjalnej. W takich okolicznościach doszło do konfliktu między pielęgniarką Marią Macherą ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie i ówczesnym prezydentem stolicy Lechem Kaczyńskim. Gdy polityk, zaniepokojony złym traktowaniem znajomej, przyjechał do szpitala, pielęgniarka, jak mówią świadkowie, opryskliwie odpowiedziała: "Co pan sobie wyobraża?". Wzburzony prezydent stwierdził, że pielęgniarka "zapamięta ten dzień do końca życia". Kilka dni później pielęgniarkę zwolniono. Maria Machera wytoczyła szpitalowi proces (24 marca odbyła się kolejna rozprawa), bo uważa, że została zwolniona bezprawnie. Przed kilkoma dniami rozpoczęło się śledztwo przeciw studentom Wydziału Pielęgniarstwa Collegium Medicum UJ, którzy upokarzali pensjonariuszy domu opieki społecznej, rozbierając ich i naśmiewając się z nich. Każde takie doniesienie pogłębia nieufność pacjentów, szczególnie że nie reaguje na nie samorząd lekarski.

Wojna szpitalna
Na agresję pacjentów lekarze i pielęgniarki są narażeni niemal we wszystkich krajach europejskich. Z badań przeprowadzonych w tym roku przez brytyjski Royal College of Nursing wynika, że pacjenci grozili 40 proc. pielęgniarek. Podobne dane opublikowano w Szwajcarii i Kanadzie. Polska jest jedynym krajem, w którym nie przeciwdziała się przemocy w służbie zdrowia. W krajach, gdzie wprowadzono zainicjowaną przez Wielką Brytanię akcję "Zero tolerancji dla przemocy w służbie zdrowia", agresja wobec personelu medycznego spadła o 30 proc. Podobne kampanie powinny być przeprowadzone w Polsce, choć niewiele zmienią, jeśli nie zostanie zreformowana służba zdrowia, z której na razie nikt nie jest zadowolony. Pacjent nie będzie próbował wymusić leczenia siłą, jeśli będzie wiedział, co mu się należy w ramach opłacanej składki na ubezpieczenie zdrowotne.
Do agresji coraz częściej dochodzi między pielęgniarkami i lekarzami. Co druga pielęgniarka otrzymuje polecenia w wulgarnej formie lub jako pogróżki, niektóre są szantażowane, a nawet bite przez lekarzy! Jak wynika z analiz AM w Białymstoku, co piąty pracownik służby zdrowia był szantażowany przez kolegę z oddziału. Maria Winiarska, pielęgniarka z Lublina, zapytała swoje koleżanki, czy doświadczają w pracy mobbingu. Aż 78 proc. odpowiedziało, że wyżywa się na nich cały zespół lekarzy. Nikt się tym nie przejmuje. Trzy lata temu w Ministerstwie Zdrowia powstał program przeciwdziałania agresji w służbie zdrowia, ale dziś nikt o nim nie pamięta. Tymczasem, jak wynika z analiz Australijskiego Instytutu Zarządzania, stuosobowa instytucja, która toleruje agresję, traci rocznie 175 tys. dolarów. Warto policzyć, ile traci Narodowy Fundusz Zdrowia.
Iwona Konarska



Temat: Wywiad z Wiktorem Modrzejewskim


Zapytaj WPROST... Wiktora Modrzejewskiego!

Na pytania czytelników internetowego wydania „Wprost" odpowiada Wiktor Modrzejewski. Minister zdrowia, polityk PO, lekarz.
1. Co dalej z pomysłem komercjalizacji szpitali? Będziecie zamieniać ZOZ-y w spółki prawa handlowego?
Barbara Traczek | Szczecin

Zgodnie z programem przyjętym za czasów mojej poprzedniczki: będziemy to realizować. Znaleźliśmy na to pewne rozwiązania, o których będziemy jeszcze dyskutować z samorządowcami. Chodzi o wspieranie samorządu terytorialnego w takich, i nie tylko takich - bo także innych restrukturyzacyjnych formach poprzez program rządowy.

2. Czy uważa Pan, że zmiana formy własnościowej szpitali wystarczy, aby uzdrowić służbę zdrowia? Nie zlikwiduje ona przecież patologii tam istniejących.
Tomasz Fronczak | Kielce

Oczywiście, że to nie załatwi. Podemujemy w tym zakresie wiele działań - większa ochrona praw pacjenta, uporządkowanie systemu świadczeń gwarantowanych - poprzez działalność Agencji Oceny Technologii Medycznych, którą zamierzamy wzmocnić i zaaktywizować. Jednocześnie porządkujemy system przez szczegółowe regulacje, oszczędności. Nie chcę tutaj mówić o nadmiernej ilości naszych propozycji zbyt konkretnie, bo naturalnie wymagają one jeszcze precyzyjnych ustaleń.

3. Czy Ministerstwo konsultuje te projekty ze środowiskiem lekarskim?
Jarosław Trudziak | Warszawa

Jak pokazał przykład ustawy zmieniające przepisy dotyczące zmian w ustawie o Rzeczniku Praw Pacjenta, jeszcze zanim projekty wychodzą z ministerstwa do konsultacji społecznych, omawiamy ich założenia, dyskutujemy, planujemy razem z organizacjami lekarskimi i organizacjami pacjentów.

4. Co dalej z Narodowym Funduszem Zdrowia? Czy popiera Pan pomysł podziału NFZ-u na kilka konkurencyjnych ze sobą Towarzystw?
Renata Bolec | Rzeszów

Aktualna jest propozycja podziału NFZ - i ja ją w pełni popieram. Jest to integralna część naszej reformy, od której nie odstąpiliśmy, ale której wprowadzenie jest aktualnie mocno utrudnione. Mam jednak nadzieję, że z czasem to się uda. I to nie wiąże się, zapewniam, z tym kiedy kończy się kadencja głowy państwa.

5. Jakie ma Pan doświadczenie lekarskie? Czy pracował Pan w zawodzie?
Andrzej Strzelec | Zielona Góra

Naturalnie. Jestem lekarzem od niemal 25 lat i kocham to, co robię. Ze względu na to, że przynosi wielką satysfakcję, mimo wielu problemów z opieką zdrowotną, z którymi w najbliższym czasie będę musiał się zmierzyć, zresztą próbowałem już to robić doradzając i minister Kopacz, działając także w pracach klubowych nt. zmian w służbie zdrowia.

6. W Pańskim biogramie można wyczytać, że jest Pan zapalonym rowerzystą. Czy popiera Pan wprowadzenie przepisów nakazujących obowiązkową jazdę w kasku?
Tomasz Zieleniec| Kraków

Oprócz tego, że jestem rowerzystą, wyznaję także wartości wolnościowe. Jestem przeciwnikiem takiego nakazu, zresztą uważam, że i tak niewiele by zmienił, a jedynie powiększył zbędną biurokrację i dodawał obowiązki, zbędne obowiązki, Straży Miejskiej czy też policji. W moim głębokim przekonaniu należy raczej ludzi zachęcać, proponować, informować a nie zmuszać.

7. Kim jest Pana żona? Też lekarzem?
Anna Modrzejewska | Gdynia

Jeśli kogoś to interesuje, to tak. Moja żona również jest lekarzem, tak się potoczyło, że oboje mamy w życiu taką potrzebę służby drugiej osobie, pomocy, leczenia. Swego czasu, jeśli idzie o pomaganie ludziom, swego czasu ja podobnie jak również - kiedyś się tego dowiedziałem - moja żona chcieliśmy się zajmować pomaganiem ludziom jako psychologowie, osoby wspierające. No jednak okazało się, że osobiście lepiej przydam się medycynie jako chirurg. Moja żona jako pediatra.

8. Jak się Panu żyje na Śląsku?
Grzegorz Łukszewski | Katowice

Dobrze, to jest wbrew przekonaniu wielu osób bardzo piękne miejsce, chociaż zaniedbane, niezbyt promowane, oduswane. Ja się o tym głęboko przekonałem. Widziałem aktywną działalność, między innymi jako radny, władz miejskich Krakowa na rzecz promocji miasta. Na Śląsku są to nakłady mniejsze, mniej skuteczne. Mimo to, jednak są pewne efekty, ludzie przekonują się o tym, że na Śląsku może być, i jest, pięknie.

9. Czym zajmuje się Pan poza pracą zawodową? Jakie są Pańskie zainteresowania?
Maria Wojtszak | Lublin

Przede wszystkim, uwielbiam jeździć na rowerze. Z racji na porę roku jaką mamy jeszcze przez pewien okres nie będę mógł tego robić, zatem najczęściej w wolnym czasie: czytam. Czytam różne rzeczy, chociaż nie zaliczam się fanów tak zwanej łzawej literatury. Wolę, z racji wciąż żywych zainteresowań, czytać książki poświęcone psychologii, rozwojowi człowieka, historii. Lubię sięgać zarówno po znanych twórców, jak i młodych artystów.

10. Kto jest Pańskim autorytetem?
Mieczysław Biłski | Gdańsk

Autorytetem życiowym - niewątpliwie mój ojciec. Jeśli zaś idzie o autorytet politycznych, to cenię i szanuję, w pewnej mierze także staram się naśladować, postać czterdziestego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Ronalda Reagana. W wielu miejscach się z nim nie zgadzam, natomiast niewątpliwie jest niekwestionowanym autorytetem dla osób o poglądach konserwatywnych, w moim przypadku takich umiarkowanie konserwatywnych.




Temat: Program metadonowy w Starachowicach
Złe wiesci ze Starachowic,opisane przez Grzegorz Wodowskiego

Witam.

Prawdopodobnie częśc z Państwa już wie, że w najbliższych tygodniach ma przestać działać
program metadonowy w Starachowicach. Szpital nie będzie aneksował umowy z
Narodowym Funduszem Zdrowia i w konsekwencji od 1 stycznia 2008 roku grupa
ok. 30 pacjentów zostanie bez dostępu do leku.

Starachowicki program powstał wiele lat temu i był przykładem niewielkiego programu
substytucyjnego, w którym mogły być leczone osoby z niewielkich środowisk, co jest
w naszym kraju rzeczą unikatową i wartą rozwoju. Niestety, okazuje się, że sprawy idą
zupełnie w innym kierunku.

Przed kilkoma dniami rozmawiałem z dyrektorem medycznym szpitala w Starachowicach,
który potwierdził, że nie będzie wystepował do NFZ o aneksowanie umowy na rok 2008
na prowadzenie programu. Wyjaśnił, że (1) nie ma nikogo, kto mógłby ten program prowadzić,
jak również (2) program jest deficytowy dla szpitala i w rezultacie szpital musi dokładać do
całego interesu.

Kilka miesięcy temu rozchorowała się szefowa programu, pani doktor Dembicka-Król i
od tamtej pory nie znaleziono nikogo, kto mógłby ją zastąpić. W ostatnim okresie
jej obowiązki przejął właśnie dyrektor medyczny szpitala, ale nie było to, jak sam stwierdził
tym, czym chciałby się zajmować jako lekarz..

Obecnie w Polsce istnieją dogodne warunki do rozwoju lecznictwa substytucyjnego - potwierdza to
powstanie w tym roku dwóch nowych programów metadonowych w Warszawie (obydwa prowadzone
w ramach niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej). Trudno jednak wyobrazić sobie, ażeby mieszkańcy
Starachowic, Skarżyska czy Ostrowca przeprowadzili się do Warszawy - tylko ze względu na to, że nie
mogą być leczone na miejscu.

Krajowe Biuro ds Przeciwdziałania Narkomanii nie ma, niestety wpływu na decyzję dyrektora szpitala.
Wpływu na tę decyzję nie ma również NFZ. Wygląda na to, że pacjentom pozostanie szukanie miejsc
w programach bardzo oddalonych od ich miejsca zamieszkania (Kraków, Lublin, Warszawa), co z całą
pewnością nie będzie łatwe i na dobrą sprawę może być przyczyną ich tragedii życiowych. Nie wiem, ilu
spośród leczonych tam to osoby zakażone HIV i czy są leczone ARV. Być może, że tutaj też pojawią się
problemy.

Tego maila wysyłam z rozdzielnikiem do Andrzeja, który jest jednym z pacjentów właśnie
zamykanego programu w Starachowicach. Andrzej mieszka w Kielcach, ma rodzinę, żonę i dziecko,
już niedługo najprawdopodobniej będzie przyjeżdżał do Krakowa. Ażeby otrzymywać metadon
w krakowskim programie będzie musiał pokonać 120 km.

Czy może ktoś z was ma pomysł na to jak można wpłynąć na dyrekcję szpitala, aby dała swoim pacjentom
przynajmniej rok czasu i postarała się zakontraktować program na rok następny? Być może znajdzie się
w tym czasie jakaś instytucja/organizacja, która przejmie kontrakt z NFZ. Niestety, do tej pory starachowicki
szpital nic w tym kierunku nie uczynił.

Nie wiem, czy nie należałoby poprosić o interwencję media. Być może to "zmusiłoby" szpital do zmiany decyzji.
A może macie jakiś inny pomysł?

Grzegorz Wodowski
+48 12 430 61 35
grzegorzw@monar.krakow.pl
www.wymiana.krakow.pl
www.poradnia.krakow.pl

I nieoczekiwany happy end dzięki wielkiemu zaangazowaniu paru osob, polskiego środowiska teraputow uzaleznien i dzialaczy -aktywistow z roznych organizacji rządowych pozarządowych.

witam!

dobra wiadomość: wygląda na to, że starachowicki program jest uratowany.
dzisiaj rozmawialem z p. Grażyną Jabłońską, która pracuje w tamtejszym programie
jako psycholog i są dwa modele rozwiązania problemu akceptowane obecnie przez dyrekcję
szpitala:
1. program będzie realizowany przez szpital przez kilka pierwszych miesiecy 2008, a potem
kontrakt zostanie przejęty przez niepubliczny ZOZ.
2. program pozostanie w szpitalu - o tym ma zdecydowac nowy właściciel (zdaje się urząd miasta),
który po przekształceniach ma przejąć szpital.

Tak czy owak - są zapewnienia o kontynuacji prowadzenia programu, a to jest najważniejsze.

Bardzo wszystkim dziękuję za pracę. Michał (Minalto), chyba odpuścimy sobie na razie akcję w internecie.

pozdrawiam wszystkich, wesołych świąt!
Grzegorz Wodowski

ps. 1 prośba do p. Grażyny Jabłońskiej - proszę o sprostowanie, gdyby coś z informacji, które
przekazuję było nieprecyzyjne.

ps. 2 do Jacka Charmasta - psychiatra z Kielc, który kontaktował się z tobą może być potrzebny
do pracy w programie. prześlij proszę namiary na niego do pani Grażyny Jabłońskiej.

I konkluzja Marka Zygadło

Maska,

mysle ze tereaz wesprzesz tych Pacjentow
do większego zorganizowania sie
w trosce o wlasne sprawy

pozdrowienia
marek

Mysle,ze musimy zacząć robic "szum" wokól sprawy terapii metadonem i buprenorfiną w Polsce. Trzeba pokazac i wytłumaczyć ludziom pracującym z opiatowcami czym jest metadon i bupre i jak wspaniałe są efekty takiej terapii.Otworzyc ludziom oczy,uswiadomic sens takiej terapii.Najlepiej wedlog mnie widac to na indywidualnych historiach i osobistych wypowiedziach(mogą byc anonimowe)
Moze w2008 roku uda sie nam zorganizowac na tyle zeby zrobic medialną kampanie na ten temat
Dzikiego ale bezpiecznego( "gumka" , wlasny sprzęt,czysty ,zero prowadzeniapo alkoholu czy dragach) tego wam wszystkim życze
Masia