, narty sklep 

narty sklep

Patrzysz na wypowiedzi znalezione dla hasła: narty sklep




Temat: PROSZę O INFORMACJę-MAMA
Hej,
Poczatki mojej choroby byly identyczne jak u Twojej córki. Bedac małą
dziewczynka zaczęłam miec ataki: zawsze podczas snu ( tzn.one mnie wybudzały ),
zawsze w godzinach 5-7 nad ranem. Ja nawet o tym nie wiedziałam, nie rozumiałam
dlaczego rodzice ciągaja mnie po lekarzach, dlaczego musze brac leki, dlaczego
zawsze śpi ze mną mama.
Później, gdy byłam już starsza i mądrzejsza, rodzice powiedzieli mi wszystko.
Ale ponieważ miałam wrażenie, że choroba towarzyszy mi od zawsze, nie
przejmowałam się nią specjalnie, zwłaszcza że ominął mnie problem ataków na
ulicy, itd. - skoro miałam je tylko w czasie snu - po prostu starałam sie nie
sypiać u obcych i tyle.
Co do lekarstw - najpierw dostawałam Luminal ( ok 20 lat temu nie było wiekszego
wyboru leków ). Później Dipromal, wreszcie tak samo jak Twoja córka, Depakine
Chrono 300. Obecnie lekarz dołączył mi do tego Lamitrin.
Co do rokowań - powiem tak: nie chcę Cię łudzić że wszyscy wychodzą z tego. Mówi
się, że mozna wyzdrowieć, ale tak naprawdę to sprytna choroba, potrafi się
uciszyć, zyć w ukryciu, a potem wyskoczyć znowu. Leczy się długo, latami.. Ja
choruje 25 lat i niestety nie wyszłam z tego, myslę, że mam akurat ten rodzaj,
przy którym leki trzeba brać do końca życia - inaczej choroba zawsze powróci.
Zyczę Wam z całego serca aby tak nie było..
Ale tak czy siak, leczenie baaaardzo mi pomogło. Ja z jednego ataku miesięcznie
doszłam do jednego na 3 lata, raz nawet nie miałam 5 lat!
Powiem Ci jeszcze jedna dobra wiadomość - ataki wyłącznie w trakcie snu to
naprawde błogosławieństwo. Pewnie niejeden chory marzy o takiej formie
epilepsji. Dzięki temu po pierwsze, jesli taka jest Twoja wola, możesz ją łatwo
ukryć, po drugie nie musisz martwic się, że złapie Cię na ulicy, w pociągu, w
sklepie. Ja przez te 25 lat miałam napady TYLKO we własnym łóżku. No i co
najważniejsze - mozesz sobie pozwolic na nieograniczoną aktywnosć w dzień. Ja
mam i prawo jazdy i pływam i jeżdzę na nartach, nie boje się że atak złapie mnie
gdy akurat będę w połowie jeziora w kajaku, albo na wyciągu narciarskim, albo w
samochodzie na środku skrzyżowania ani na diabelskim młynie w wesołym miasteczku.
Aha, ja tez mam dobre wyniki i EEG i rezonansu magnetycznego. Nie mam zmian w
mózgu i intelektualnie (tak myslę:)) jest ze mna ok.
Nie rozpaczaj, wszystko będzie dobrze. Tak jak wszyscy jednym głosem
potwierdzamy Z TYM SIE NORMALNIE ZYJE.
Zycze duzo zdrowia dla Twojej coreczki a dla Ciebie usmiechu i: głowa do góry!
Chętnie odpowiem na wszystkie Twoje pytania, pozdrawiam.
Justyna.






Temat: List tygodnia
Mój brat z pierwszego małżeństwa mamy, cierpiał po odejściu
ojca. Długo nie umiał sobie poradzić bez niego.W domu,w szkole,
na rodzinnej majówce, boisku,czy w sklepie, gdy z mamą nie
umieli podjąć decyzji odnośnie wyboru nart. Wszędzie brakowało
mu ojca. Mama starała się jak mogła, była zaradna, pełna energii
i pomysłów, ale pewnie Włodek wolałby aby zalet miała mniej a
życie swoje dzieliła z ojcem.
Mój tata choć fizycznie był, to jego obecność w moim życiu była
wielkim rozczarowaniem.Wiecznie pochłonięty swoimi sprawami,nie
umiał albo nie chciał kończyć poracy po ośmiu godzinach.
W domu był wymagającym, zimnym despotą nie znoszącym sprzeciwu.
Po wielu latach, gdy był już stary, w dość niezręczny sposób
zapytał mnie (córkę) "po co się właściwie ma dzieci? Przecież to
jedno wielkie zmartwienie, od początku do końca."
Tak więc we dwójkę wyobrażaliśmy sobie jakby to było fajnie mieć
tatę... takiego wymarzonego, co to nie tylko zapyta co słychać
ale i wysłucha z zainteresowaniem tego co się powie, będzie się
cieszył, że może służyć radą i pomocą. Stworzy taką atmosferę,
że rodzina będzie jednym, bez podziału na osoby.
Jeżeli ojcu brata udało się stworzyć rodzinę na wzór naszej
wymarzonej, to choc żal, że ta sztuczka nie sprawdziła się na
naszym podwórku, to całe szczęście, że może dzieci z jego nowej
rodziny doświadczą tego co najcenniejsze-rodziny pełnej miłości,
takiej, w której ma się przyjemność okazywania uczucia.
Nie mieliśmy tego w domu rodzinnym ale obojgu udało nam się
wypracować wymarzony model w naszym dorosłym życiu.Taki, w
którym na codzień potrafimy powiedzieć, że życie jest piękne
tylko dlatego, że jesteśmy razem.





Temat: narty biegowe
jesli znasz angielski to podesle ci wiele dobrych stron.
wszystko tez zalezy od tego czy jestes poczatkujaca czy nie, gdzie chcesz
jezdzic (jaki teren), i czy chcesz sie bawic w woskowanie nart czy wolisz takie
ktore wyciagniesz z piwnicy 2x na rok i bez problemu pojedziesz.
Jesli chcesz sprobowac czy to sport dla ciebie to najpierw poszukalabym miejsca
gdzie mozna te narty wypozyczyc. (najlepiej tam gdzie snieg) wzielabym lekcje
lub 2 zeby miecpojecie co i jak. Jesli ci sie spodoba to masz 2 opcje:

tansza, mniej klopotow technicznych, ale tracisz na szybkosci (ktora
jeslipolubisz ten sport jest wazna)- kupujesz wtedy narty, bez woskowe (moze o
zla nazwa po polsku - po angielsku waxless) Maja one na spodzie w srodkowej
czesci cos w rodzaju rybiej luski - to miejsce zapobiega cofaniu sie narty przy
posuwaniu sie do przodu. To dobre narty na poczatek. Nadaja sie praktycznie na
kazdy snieg.
wersja drozsza nieco - Jesli sie zakochasz w tym sporcie to naprawde polecam
narty ktore trzeba woskowac. Caly spod tych nart jest gladki i w te czesc pod
stopa trzeba wetrzec smar - inny na kazda pogode i snieg. W pozostala czesc
narty wprasowuje sie twardy wosk (w zaleznosci od pogody i sniegu inny) - brzmi
to skomplikowanie ale tak naprawde nie jest.
Jesli kupisz tzw narty uniwersalne to mozesz stosowac 2 techniki jazdy
klasyczna lub lyzwe. do lyzwy scierasz smar a zostawiasz twardy wosk. wystarcza
1 para nart

no i najdrozsza wersja do kazdej techniki masz osobna pare - ale to juz
naprawde jak polubisz narty.

Jesli chodzi o koszt to kompletny sprzet mozna kupic za ok 150$ (z tego co sie
orientuje to ceny w Polsce sa podobne (czyli x4)
narty 50$
wiazania 30$
buty 30-40$
kijki 15-20$

narty uniwersalne +100$ pewno bedziesz chciec lepsze wiazania i buty - dodaj
drugie 100$ na upgrade ceny zaleza od producenta, i klasy sprzetu.

narty specjalistyczne to wydatek ok 500$ za narty i wiazania 200$ buty i 100$
kijki.
(wczoraj kopilam corce 2 pary nart wysokiej klasy (jezdzi sportowo) + wiazania
+ 1 pare butow 1000$ peklo)

do tego dochodzi cena wosku 6-100$ za pudelko ( cena zalezy od ilosci fluoru =
Szybkosc)

zelazko, skrobaki, szczotki itd itp = +/-100$

Jesli chodzi o nasza rodzine to zaczelismy od taniutkiego sprzetu i stopniowo
sie dorabiamy luksusow
Jesli bedziesz kupowac w sklepie to idz z kims kto ma pojecie. Narty musza byc
dobrane do wagi i umiejetnosci - nie daj sobiemierzyc nart na wyciegniecie
reki - to znaczy ze cie postawia z reka do gory i powiedza ze dobre nerty
siegaja do dloni - duzy blad. Fachowiec postawi cie na nartach i zmierzy flex -
czyli ugiecie nart pod twoim ciezarem jesli stoisz na jednej nodze i jesli
stoisz na dwoch. Zle dobrane narty to tragedia wydasz pieniadze i sie zrazisz.
Niektorzy producenci daja przedzialy wagowe dla danej narty.

Jesli podeslesz mii pare szczegolow to postaram ci sie doradzic bardiej
precyzyjnie. by to zrobic musze wiedziec na jakim poziomie czcesz jezdziz i
ilechcesz wydac na sprzet Jak mi podasz ile wazysz to podpowiem ci na jakie
narty patrzec.
A takze co jest wazne w narcie a co jest tylko banialukami i "nowinkami" ktore
nic nie daja.
acha, jesli masz do wyboru np narty z poprzedniego sezonu na przecenie w tej
samej cenie co narty tegoroczne, to bierz te starsze - na pewno lepsza jekosc a
nowe od starych roznia sie tylko wykonczeniem.
Wiecej szczegolow, jak sie odezwiesz.

Powodzenia,

Ela



Temat: carving w typie FUN i cala ta rewolucja
Nie zadałeś żadnego pytania, ale postanowiłem mimo to ustosunkować się do
Twojego głosu. Podpisuję się oczywiście pod Twoimi namowami, aby ci narciarze,
którzy maja jeszcze stare proste deski, wymienili je na mocno taliowane narty
nowej generacji!
Zgadzam sie z Twoją tezą, że nowe, krótsze, mocno taliowane narty są bardziej
skrętne i poręczne. Powiem więcej, można na nich łatwiej nauczyć się jeździć i
opanować technikę jazdy śladem ciętym, tj. na krawędziach (dziób, talia i
piętka narty jadą dokładnie tym samym śladem). Technika ta była stosowana także
na nartach tradycyjnych, ale tylko przez mistrzów. Teraz dzięki nowemu
sprzętowi możemy znależć sie na podobnym poziomie i wycinać skręty pochylając
się ekstremalnie do wewnątrz skrętu. To wspaniała zabawa!

Trochę uprościłeś, moim zdaniem, kwestię uniwersalnych rozmiarów nart dla
każdego. Uważam, że przed zakupem nart dla siebie musimy odpowiedzieć sobie na
nastepujace pytania:
Jaki styl jazdy na nartach preferujemy? (Pytanie nie dotyczy zupełnie
początkujacych)
Czy jesteśmy demonami predkości i fanami zjazdu (dawniej biegu
zjazdowego)?
Czy szczytem naszych marzeń jest jazda bez kijków i tzw. "bodycarv" czyli
kładzenie się na śniegu w skręcie lub przynajmniej dotykanie go rękoma i
wykonanie skrętu "360º"?
Czy może lubimy ścigać się na "tyczkach" po slalomie lub gigancie?
A może wolimy uprawiać zjazdy poza trasami?

Odpowiedź na te pytania pozwala określić grupę nart, z której powinniśmy
wybierać. Zjazdowcom i amatorom ścigania się na slalomie gigancie poleciłbym
wybór z grupy RACE. Są w niej narty quasi gigantowe o relatywnie długim
promieniu skrętu (16 -21m), skonstruowane do jazdy ze średnią i dużą predkością.

Gdy interesuje nas wycinanie skrętów typu bodycarv to musimy szukać nart w
grupie FUN lub SLALOM (promienie skrętu maja one obecnie zbliżone: 8-13 m,
niektórzy producenci jak np. ATOMIC, zaprzestali już produkcji fanek). Narty
slalomowe, przynajmniej te topowe, wymagają dynamiczniejszej jazdy niż fanki.

Dla pań jeżdżących mało agresywnie proponowałbym narty z grupy LADY.
Dla narciarzy poczatkujacych proponowałbym narty z grupy allround lub nowej
promowanej przez czasopismo NTN grupy LIFE.

Gdy mamy już wybraną grupę nart odpowiadajacych naszym potrzebom narciarskim to
sprawa jest prosta. Wybieramy najlepsze modele z danej grupy. Możemy się w tym
celu posłuzyć wspomnianym wydawnictwem NTN (Niezalezny Test Narciarski), w
którym co roku publikowane sa opinie licznej grupy testerów. Proponuję wybierać
spośród tzw. VIP-ów pięciogwiazdkowych. Gdy mamy juz swoje typy to idziemy do
sklepu i patrzymy co jest. Pozostaje jeszcze ważny problem wyboru właściwej
długości nart, ale to temat na dłuższy wywód. Jeśli będzie takie
zapotrzebowanie to ustosunkuję się i do tej sprawy.

Pozdrawiam
Sławek




Temat: Narty używane dla dziecka - jak kupować ???
Nowe buty! Reszta może być używana.
Pierwsza sprawa: narty, kije, kombinezony lub gogle używane - OK. Buty (jeśli
dbamy o prawidłowy rozwój dziecka)- nigdy. Ja ostatnio kupiłem mojej córce (10
lat) buty Nordica za 330 zł w Giacomelli Sport. Sklepy znajdują się w M1 Ząbki,
Galeria Mokotów, Wola Park, Dworzec Wileńska, Janki (dawny Elektroland). Można
wybrać się po Lange'i do Ski-Team'u na 17 Stycznia. W Galerii Mokotów jest
Rossignol, gdzie można kupić Comp J'oty za jakieś 300 zł oraz Salomon, do
którego po buty dziecięce nie ma po co wchodzić - brak towaru. Można zajrzeć do
Decathlon'a (Nordica, Rossignol), ale... przed zrobieniem zakupów proponuję
odwiedzenie np. sklepu Salomona - Andrzej Bachleda na ulicy Pańskiej obok
dawnej KRN, w którym pracują zawodowcy znający się na sprzęcie. Nawet jeśli nie
będą mieli odpowiedniego numeru, to warto pociągnąć ich za języki - udzielą
wartościowych porad.
Natomiast w Giacomelli, Decathlonie, Go Sport oraz supermarketach można jedynie
kupić buty. Nie należy radzić się sprzedawców, gdyż ci znają się na sprzęcie,
tak jak ja na przemianach jądrowych. A jeżeli chodzi o numer buta, to można
kupić nieco większe (+1.5) oraz bardzo grube skarpety. Uwaga! W każdym
porządnym sklepie znajduje się z specjalny (bardzo prosty) przyrząd do pomiaru
długości stopy. Jeśli takiego urządzenia sklep nie posiada , to proponuję wyjść
z niego i nigdy tam nie wracać.
Przed pójściem do kasy należy dziecku założyć buty, spiąć je na maksa!!!, a
następnie kazać w tych butach pochodzić przez minimum 20 minut. Jeżeli po
kwadransie dziecko nie zacznie płakać z bólu, będzie to oznaczać, że but nadaje
się do użytku. Należy pamiętać, że w butach narciarskich dziecko będzie
przebywać na stoku przez kilka godzin.
Aha. Kupno butów na giełdzie związane jest dokonaniem szybkiego zakupu. A co
nagle, to po diable.
I jeszcze najważniejsze. Dobry but powinien dobrze trzymać piętę. Dlatego też
warto w sklepie spytać się dziecka, czy może podnieść piętę do góry. Niech
przymierzy kilka różnych butów, w kilku sklepach i samo powie, w którym z nich
pięta najmniej się podnosi.
Jeżeli chodzi o narty, to zdecydowanie polecam carving'i. Stare proste dechy do
niczego się nie nadają. Firma nie ma znaczenia. Warto odwiedzić Ski-Team. Są
tam fajne i niedrogie Dynastar'y. Na rynku (supermarkety) są również całkiem
niedrogie Elan'y. Rossignol ma dobry sprzęt, ale drogi.
Długość nart jest bardzo ważna. Jednak nie przesadzajmy z rozmiarem. Krótsze są
lepsze do nauki. Na zbyt długich dziecko będzie miało trudności i może szybko
się zniechęcić. Tu polecam konsultację z jakimś instruktorem narciarstwa.
Nie wolno kupować nart z zamocowanymi wiązaniami. Jest to związane z tym, że
każda narta oraz każdy but mają specjalne oznaczenia środka ciężkości (dla
ułatwienia tak to nazwijmy). Niesamowicie ważne jest to, aby obydwa znaczniki
pokrywały się po wpięciu buta do narty. W przeciwnym wypadku albo narta bedzie
trudno wchodziła w skręt albo będzie niestabilna przy jeździe na wprost. Wbrew
pozorom, ale dzieci są na to bardzo wrażliwe (dorośli mają zdecydowanie więcej
siły na skompensowanie niedopasowania). Dlatego też jeśli decydujemy się na
kupno nart używanych na giełdzie, to liczmy się od razu z dodatkowym wydatkiem
40-60 zł na przemontowanie wiązań. Polecam serwis Fisher'a pod skocznią na
Puławskiej.
Jeżeli chodzi o wiązania dziecięce, to tu nie mamy wielkiego wyboru - wszystkie
pod względem technicznym są mniej więcej takie same (Salomon, Tyrolia,...).
Warto jednak kupić takie troszkę droższe od tych najtańszych, które będą się
nadawały do założenia do następnych nart, które bedziemy musieli kupić najdalej
za dwa lata. Najlepiej jest, gdy wiązania pracują w połowie skali regulacji.
Dlatego dla dziecka o wadze 22 kg nie należy kupować wiązań o minimalnej sile
wypięcia 2,0.
I to by było na tyle. Życzę udanych zakupów.



Temat: NARTY w dolinie Otztal w Austrii
NARTY w dolinie Otztal w Austrii
Witam. Gdyby ktoś z Was nie miał pomysłu na wyjazd narciarsko-snowbordowy do
Austrii to polecam z czystym sercem - dolinę Otztal. Polecam wyjazd na
własną rękę , zdecydowanie drożej jest poprzez pośrednika. Oferty noclegowe
można odszukać w sieci i zadzwonić do konkretnego pensjonatu.Ale spokojnie
można tez po prostu po przyjechaniu znaleźć sobie cos ladnego – na
pensjonatach SA tabliczki z info – Zimmer Info. Polecam raczej apartamenty i
wyżywienie we własnym zakresie, ja tym razem korzystałem z opcji ze
śniadaniami i stwierdzam, iż nie warto. Każdego dnia to samo i po 3-im dniu
zrobiło się to nieco nudne. Z miejscowości w tej dolinie jako baza wypadowa
najlepsze moim zdaniem będzie miasteczko Oetz. Z polski jedziemy poprzez
Cieszyn, Brno, Wiedeń, Salzburg, Insbruck i dalej na Imst i po ok 47 km za
Insbruckiem skręcamy w dolinę Otztal , za podwójnym tunelem ślimakiem w
prawo. W samym Oetz duży wybór pensjonatów , gasthofów itd. Jest też dobrze
zaopatrzony sklep Spaar otwarty od 7.45 do 19 w dni powszednie i kilka
miłych knajpek. Na końcu Oetz w kierunku na Solden po lewej stronie znajduje
sie dolna stacja kolejki gondolowej prowadzącej do stacji narciarskiej
Hochoetz (2020 mnpm). Polecam tez zdecydowanie kupić Super SkiPass - 154
euro dla dorosłej osoby ważny przez 8 dni z tym ,że 6 dni jeżdżenia na
nartach. Ten ski pass pozwala korzystać z 4 stacji narciarskich z
ograniczeniem iż tylko 2 dni w Solden !!!!! Warto zabrać ze sobą zdjęcie
legitymacyjne (konieczne do tego skipassa) na miejscu zrobienie fotki to 3
euro. Na Hochoetz polecam najbardziej niebieską trasę 11 i czerwoną 9 , są
to najfajniejsze trasy , najdłuższe i najszersze. No ale to już indywidualna
sprawa kążdego z Was, więcej na www.familienwinter.at/.
Polecam tez wyprawę do Kuhtai, trochę mniej wyciągów , ale za to pusto i
można pojeździć w dość zróżnicowanych warunkach , trasy są raczej trudne !!!
Często jest słaba widoczność i konieczne są łańcuchy inaczej dojazd do
Kuhtai może być niewykonalny. Widziałem kilku odważnych co uważali ,że dadzą
radę i stali potem w poprzek drogi !!! Największa atrakcją doliny jest mega
stacja narciarska Solden. Auto polecam zostawić na 13 poziomowym parkingu
(do 19-stej jest darmowy). i dalej kolejką gondolową do góry. Nie
odstraszajcie się tłumkiem przy dolnej stacji - idzie to bardzo szybko - max
10 minut. potem do wyboru , generalnie im wyżej tym mniej ludzi ! Genialnie
jest korzystać z gondoli nr.36 i niebieskiej trasy 39 - szeroka na ponad 500
metrów , widoki rewelacyjne , pięknie nasłonecznione i w ogóle bajka , do
tego aby tam dotrzeć jedzie się na nartach w tunelu !!!! Serio !
www.solden.com
Trudno pisać dokładnie gdzie lepiej gdzie gorzej , bo to indywidulana
sprawa. Ale Solden to super stacja narciarska i na pewno się nie
zawiedziecie. Szkoda tylko iz 6 dniowy skipass na samo Solden to majątek !!!
Co do rad podróżniczych to : narty spokojnie można wozić w samochodzie , nie
ma przepisu zabraniającego tego , ale muszą być po prostu dobrze ulożone i
tyle. Opony zimowe koniecznie. Łańcuchy - polecam - są w supermarketach po
60 zlotych i to wystarczy w zupełności. Benzynę tankujemy w Polsce na
wysokości Bieska Białej im bliżej Cieszyna tym ceny rosną bardzo. Winietkę
na Czechy kupujemy w Czechach za 100 koron (10 dniowa) czyli za ok 15
złotych polskich. W Polsce przy granicy ta sama winietka kosztuje 23 złote.
Winietkę na Austrię kupujemy w Austrii , tuz za przejściem w Mikulovie po
prawej stronie jest mała stacja BP (dobre ceny paliwa !!!!) i tam warto
nabyć winietkę. Uwaga na predkość i zakazy wyprzedzania na trasie do Wiednia
(jednopasmowa droga) stoi policja i łapie głównie za łamanie zakazu
wyprzedzania. Łapią prawie samych Polaków, inni jakoś mają większy szacunek
dla przepisów. Na przejściu Czesko - Autriackim jest sklep wolnocłowy -
spory wybór kosmetyków i alkoholi - jest sposób jak zrobić tam zakupy w
drodze powrotnej. ( wracając na odcinku pomiędzy bramką Autriacką a Czeską
jest zakaz skrętu do tego sklepu (zakaz skrętu w lewo) , trzeba przejechać
bramkę czeską , zaparkować po prawej stronie na parkingu i na piechotkę 200
metrów wrócić sobie , przechodząc ponownie przez granicę. Tylko pamiętajce
nie więcej niż litr alkoholu na człowieka , ale kosmetyki bez ograniczeń.
odradzam łamanie zakazu skrętu w lewo , Czesi są bardzo czuli na tym
punkcie , jednego naszego rodaka dość mocno to kosztowało !!!
Gdybyście potrzebowali więcej info na temat tego rejonu , piszcie na prv
postaram się pomóc. No i miłego szusowania :-))))
marcin

m.sobesto@wp.pl




Temat: ZAKUP NART - wskazówki
Witaj Pat,
mam dla Ciebie narty,moga troche kosztowac ,marka pirerwszorzedna ostania
techniologoa specjalnie dla kobiet,ktore juz mialy narty na nogach,dobralem te
twardosc narty isadze ze bedzie pasowac.lecz mozesz w sklepie po przymierzac i
sie po wyginac i sie zorientujesz jak Tobie pasuja.
Sa to;
ALL MOUNTAIN FREESTYLE
Atomic Balanze B 7:4 specjalnie narty skonstruowane dla kobiet.Dlugosc
145cm.
Tutaj masz opis jakie one sa lub moga byc;

Torsion Index: Tip 7, Tail 4
2mm heel lift/forward radius & binding position
Radius: 13m
Dimensions: 118-66-96 (159L)
Sizes: 145/152/159/166

Technology:
-Nanoframe technology
opis tej techniologi;

IZOR/NANOTECHNOLOGY - THE NEXT BIG THING IN SKIING IS SMALL

Sometimes the things you can't see can make the biggest difference. Imagine a
technology with the potential to increase life expectancy, reduce the world's
dependence on oil, make computers run one billion times faster... and unlock
every skier's potential to be better. We're talking about Nanotechnology, the
science of manipulating materials at the molecular level — about one 80,000th
the diameter of a human hair.

Atomic's Nanoframe technology isn't built for professional athletes with
amazing skills and world-class fitness levels. It's built for skiers like you.
Skiers who have the most to gain from a product that's significantly lighter,
and handles with greater ease.

In ordinary skis (1), the carbon fiber is riddled with tiny voids. Atomic
injects nanoscopic silicon oxide crystals (2) into these voids. The result is a
super-slim platform with a low swing weight, effortless turning and the power
of more substantial (read "heavier") skis. You'll feel total control and all-
day fatigue-free skiing.

You can't see Nanotechnology. But when you ski any Atomic Izor or Balanze model
with Nanoframe technology, you'll understand why the next big thing in skiing
is small.

Nanoframe models are based on a thin, light-weight ski with a raised perimeter
frame. The frame makes a closed loop at the tip (3), ensuring superior
torsional rigidity. The split frame at the tail (4) permits the rear of the ski
to be more supple for effortless turning. Nanoframe controls twisting, and
delivers precise handling, tenacious grip and heart-pounding acceleration.

The model numbers on a Nanoframe ski represent the Torsion Index. On a scale of
1-10, the first number indicates the stiffness of the tip; the second the tail.
We can independently control these stiffness values by injecting different
concentrations of nanoscopic silicon oxide crystals (5) into the carbon fiber.
The result? A ski that's perfectly dialed to help you ski to your potential.

GO BACK

Specjalnie zrobilem wyciag aby Ciebie zainteresowac chcesz wiecej szczegolow,
to prosze szukaj pod produktami
www.atomicski.com/Pzdr.Sky.
Sa rowniez opisy na polskich stronach www.atomicski.pl




Temat: uwaga na dzieciece kaski narc. w Giacomelli Sports
uwaga na dzieciece kaski narc. w Giacomelli Sports
Chcieliśmy z mężem kupić 7 letniej córce kask narciarski, zatem w sobotę 8
lutego odwiedziliśmy w tym celu sklep Giacomelli w Galerii Wileńska.
Ostatecznie, po przymierzeniu różnych modeli i rozmiarów (w czym doradzał
nam pan z obsługi), wybraliśmy kask firmy Uvex za bodajże 139 zł. Całe
szczęście, że mąż postanowił jeszcze przymierzyć spodnie narciarskie –
dzięki temu nie zakupiliśmy kompletnie nieprzydatnego nam gadżetu. Miałam
bowiem czas na przejrzenie ulotki (a właściwie mini-książeczki)
obcojęzycznej dołączonej do kasku. Tekst francuski i angielski były
zgodne: „wyrób nie nadaje się do uprawiania narciarstwa alpejskiego przy
dużych prędkościach”. Pani z obsługi, której – zszokowana i oburzona -
zwróciłam na ten fakt uwagę, sprawiała wrażenie równie zdumionej, jak ja.
Wezwała koleżankę (kierowniczkę? – niestety, nikt mi się nie przedstawił),
której zreferowała sprawę i po chwili usłyszałam, że... nigdzie nie jest
napisane, że kask, który wybrałam, jest kaskiem narciarskim.! Zadałam zatem
Pani następująca zagadkę, godną konkursu audiotele: do czego w oczekiwaniu
przeciętnie inteligentnego klienta może służyć przedmiot leżący pomiędzy
niewątpliwie już narciarskimi kaskami (o czym świadczyły instrukcje, z
którymi na tym etapie już też się zapoznałam) i o IDENTYCZNYM, co pozostałe,
KSZTAŁCIE, choć rzeczywiście nieco innej sztywności, wyprodukowany przez
znanego producenta sprzętu narciarskiego, a spoczywający w otoczeniu nart,
kijków, butów, kurtek i innych akcesoriów narciarskich. Przedmiot, przy
wyborze którego doradzał nam pan z obsługi, doskonale zdający sobie sprawę,
do jakich celów kasku potrzebujemy, bo wynikało to w sposób oczywisty z
rozmowy. Mało tego, nad całością górował plakat: „Kask narciarski – 119
zł /oraz przekreślona stara, wyższa cena/. Przy okazji zwróciłam również
sprzedawczyni (kierowniczce?) uwagę, iż nie ma w Polsce ustawowego
obowiązku znajomości języków obcych i nie każdy rodzic zapewne będzie miał w
ogóle szansę zapoznać się z instrukcją. Wszystko, co wspomniana pani miała
do powiedzenia, sprowadzało się do dwóch argumentów: 1. „No, przecież plakat
dotyczy innego modelu, bo jest inna cena” i 2. (ponownie)„nigdzie nie
napisaliśmy, ze jest to kask narciarski”. Ręce mi opadły. Zaproponowałam,
żeby wobec tego przynajmniej wyraźnie oznaczyć sporny kask karteczką
ostrzegającą potencjalnych klientów przed próbą użycia go w
celach „narciarskich”, pani jednak nieugięcie powtarzała, że nie ma takiej
potrzeby, gdyż – ... patrz argument nr 2!

W żadnym momencie nie odniosłam wrażenia, iż sprzedawczyni ze sklepu
Giacomelli zdaje sobie sprawę, że moje reklamacja nie dotyczy źle
przyszytego guzika, a wprowadzenia klienta w błąd co do przeznaczenia wyrobu
takiego, jak kask, może zaowocować w skrajnym wypadku nawet śmiercią
dziecka. Nie padło również słowo „przepraszam” ani żaden wyraz
bliskoznaczny.. No i – co nie jest bez znaczenia, choć wymiar finansowy nie
jest tu oczywiście najważniejszy – 139 zł, które o mały włos zostałoby
wyrzucone w błoto, nie jest też w końcu sumą bagatelną.

Zatem: chcesz, żeby Twoje dziecko nie zabiło się na stoku – ucz się języków
obcych! I omijaj z daleka sklep Giacomelli Sports w Galerii Wileńska.




Temat: Teologów różnych rój
Juz jestem z duza kawa i rozjasnionym umyslem.
Jak wspomnialem to nie jest moja dziedzina zeby dyskutowac na temty
neurochirurgiczne.Pamietam jednak doswiadczenie jakie przeprowadzil pewien
swiatowej slawy amerykanski neurochirurg(niestety nie pamietam nazwiska)

Otoz ten neurochirurg przeprowadzal operacje na otwartym mozgu z miejscowym
znieczuleniem tak ze operowany pacjent byl przytomny i rozmawial z chirurgiem o
tym co sie dzieje podczas eksperymentu.
W czasie operacji lekarz nacisnal jakies miejsce w mozgu co spowodowalo ze reka
pacjeta podniosla sie do gory.
Lekarz zapytal:czy podniosles reke.
Pacient odp.nie,moja reka sie podniosla
Potem lekarz poprosiel pacjeta zeby te podniesiona reke opuscil co ten tez
uczynuil.
W dalszym opisie eksperymentu jest taki komentarz.
Pomiedzy zamiearem a rzeczywistym wykonaniem tego zamiaru istnieje przerwa
czasowa.Np;mam ochote na kawe ale nie mam jej w domu.Zeby zaspokoic zamiar
napicia sie kawy musze pojsc do sklepu kupic kawe agotowac wode itd.Moge tez
pojsc do kawiarni z zamowic gotowa kawe,moge nie wychodzic z domu i napic sie
herbaty,albo mleka jest milion mozliwosci ktore moge wybrac tak albo inaczej.
Tenze neurochirurg twierdzi ze wlasnie w tym czasie kiedy dokonujemy naszego
wyboru w tej przerwie miedzy ochota a podjeciem konkretnych dzialan w kierunku
jej zaspokojenia istnieje chwila w ktorej wszystko jest mozliwe.Podjecie
konkretnej decyzji zawieszone jest jakby w prozni czyli jest wszedzie i nigdzie
w tym samym czasie. Ma to byc dowod na to ze nasza decyzja powstaje wszedzie i
nigdzie w tym samym czasie.Jest wiec taka mozliwosc ze powstaje ona poza naszym
cialem jakby w centum dowodzenia gdzies we wszechswiecie.

Inny przyklad:
Nasze cialo ciagle produkuje nowe komorki.Kazdej minuty powstaje miliony nowych
komorek a w tym samym czasie stare komorki umieraja.
Kiedy uczymy sie jezdzic na rowerze majac powiedzmy piec lat ta zdolnosc
pozostaje nam do konca zycia.
Nawet jesli ktos nie jezdzil na rowerze powiedzmy 20 lat to nie zatracil
umiejetnosci jezdzenia.
To samo moge powiedziec o sobie.
Bedac dzieckiem az gdzies do 20tu lat jezdzilem na nartach.Potem mialem przerwe
prawie nastepne 20 lat kiedy nie jezdzilem ani razu.
Po tym dlugim okresie niejezdzenia po prostu ktoregos dnia przypialem narty i
pojechalem z gory prawie tak samo jakbym wczoraj albo godzine temu zrobil sobie
przerwe w jezdzeniu.
Jaki z tego wniosek?
Otoz po dwudziestu latach moje cialo jest innym cialem.Komorki ktore tworzyly
moje cialo dwadziescia lat temu juz dawno umarly.Wszystkie komorki.Te ktore sa
przechowalnia umiejetnosci i pamieci umarly rowniez.Czyli po dwudziestu latach
jestem zupelnie innym czlowiekiem zlozonym z calkiem nowych komorek.
Gdzie jest wiec przechowywana moja zdolnosc jezdzenia na nartach,skoro tamte
komorki (wszystkie)nie istnieja juz wiele lat?
Odpowiedz wszedzie i nigdzie w tym samym czasie.
Gdzie?- moze w centum dowodzenia? W centum wszechswiata?W
Bogu,Sziwie,Allahu.Nazawa tu nie ma zadnego znaczenia bo centum moze byc tylko
jedno.
Andzia pisala kiedys o nitkach laczacych wszystkich nas.To jest wlasnie to co
mnie tez sie wydaje prawdopodobne.Istnieja jakies niewidzialne nizrozumiale
polaczenia miedzy ludzmi ktore przeciez wszyscy odczuwamy.
Piszac te slowa jestm oddalony od Was o dziesiatki tysiecy km a czuje Was
jakbysmy siedzieli w jednym pokoju.
Moze to jest to co nazywamy swietych obcowaniem.Moze to jest czerpanie sily z
jednego centum dowodzenia?
Kto nie przysypial na religii wie ze dla Boga czas nie istnieje.
Dla Boga wszystko dzieje sie w jednym czasie.Przyslosc,terazniejszosc i
przeslosc i cala wiecznosc dla Boga jest teraz, w jednej najmniejszej czesci
sekundy.
Tak jak napisalem w swoim pierwszym poscie badzmy skromni i przyznajmy ze o
Bogu wiemy tylko tyle na ile Go doswiadczylismy i nie kombinujmy co dla Boga
jest obrzydliwe(to cytat z postu free)albo ze Bog sie na nas pogniewa albo
potrzebuje pomocy w zbawieniu swiata.
Gdybym byl bogiem to tak bym strzelil w te wszyskie glupie lby ktore tak
mysla,ze az polecialyby drzazgi.
Bog wszechomogacy nie moze potrzebowac pomocy w niczym bo to zaprzecza
wszechmocy.
Widze ze niektorzy juz przysypiaja czytajac moje wywody wiec koncze wyznaniem
ze wierze w Boga wszechmogacego ktory moze sie nazywac roznie ale jest tylko
jeden czy to sie komu podoba czy nie.Nawet ci ktorzy w to nie wierza nie
zmienia faktu ze on jest.



Temat: o chodzi z tymi kijkami?
He nie tylko po plaży nadmorskiej ale i nad jeziorami. Tylko ze w pieknym
alpejskim kraju - Austrii Tam na nizinnym rejonie tego kraju niedaleko granicy
z Wegrami wzdłuż jeziora NEUSIEDLER SEE (Austryjacy uważają to jezioro za swoje
morze) ludzie w róznym wieku biegają po tamtejszych sciezkach rekreacji.
Młodzież jak i ludzie w całkiem podeszłym wieku i kijki nie są czyms dziwnym
mimo ze gór nie widać w okolicy a teren plaski jak stół. Oprócz tego mnóstwo
ludzi na rolkach na rowerach - w koncu Austryjacy to bardzo usportowiony naród
i rozwijający się Nie to co nasi staruszkowie z myśleniem postkomunistycznym
którym się wydaje że trzeba miec osobne kijki nad morze , w góry, na narty itp
I że za ich czasów swietności chodziło się w górach bez kijków w dziadoskim
sprzecie Made in ZSRR lub POLAND i na tym etapie się zatrzymal ich rozwój
umysłowy a teraz niewiadomo czemu czy z zazdrosci czy pogardy krytykują
naśmiewają się z tych którzy chcą korzystac z ułatwien jakie niesie postęp. A
przeciez Kukuczka juz w tamtych czasach chodził z kijami po górach i co?????
Też był dziwakiem czy chciał może zaszpanować na krupówlkach lub podczas swoich
treningów górskich na stokach Babiej G.
Może i śmiesznie bedzie ktoś wyglądał bięgnący przez miasto do pracy na autobus
z kijkami i teczką w ręce ale jak z rana czy wieczorem na obrzeżach miasta czy
na plaży czy pod górami czy wreszcie w górach bedzie miał te kije to dla mnie
jest Gość któremu chce się uprawiac sport a nie siedzic w domowym fotelu i
przybierac kilogramy ale i ten który tych kiji nie bedzie miał tak samo jest
dla mnie Gościu Ale jak ma jakies obiekcje a ze ci młodzi to.... a to za
niedługo bedzie trzeba osobne kijki na plaze w gory .... To jest dla mnie nikim
ZEREM!!!! któremu do uprawiania sportu do wiedzy na ten temat jest bardzo
daleko Jest zakompleksionym wychowankiem PRLu po sowieckim praniu mózgu który
umie tylko się naśmiewac z innych
A sam chodzi po górach w tych samych butach od 30lat jedynie zelówki podkuwając
bo tak pradziadek tez robił przed wojną, chodząc w cholernie niewygodnych
plecaku a raczej worku na ziemniaki z aluminiowym rurkami wzynającymi się w
kazdą częśc pleców ale udaje że jest twardy i jest mu BARDZO wygodnie,
dziurawa koszula flanelowa bo POLARTEC to jakies dziwne sztuczne szmacisko w
dodatku trzeba wydac pól renty na taką kurtke (lepiej przepic te pieniadze lub
na papierochy Klubowe wydać)wreszcie co najwyzej posiada kawalek galązki
znalezionej po drodze niby do podpierania ( to przyzwyczajenia z wycieczek
zakładowych akcji NA GRZYBY gdzie się chlało na od pierwszych kilometrów
autokaru wiozącego owych grzybiarzy) I to jest ktoś który jest DOSWIADCZONY
TURYSTA ??? Ciekaw jestem kto by sobie pordził lepiej podczas np tygodniowej
wyprawy w deszczu, śniegu, mrozach spiac pod namiotem (jeden przedstawiciel
epoki nowego sprzętu i ten ze starym charcerskim namiotem) Kondycja i wiek nie
miala by tu znaczenia bo góry mają być przyjemnościa chodzi mi tylko który by
wcześniej przemókł przemarzł dostał blaz i obtarć na plecach, nogach i
wreszczie któremu by siadły szybciej kolana i kręgosłup temu z kijkami czy
bez???
Odpowiedz zostawiam kazdemu z was.

PS Staruszkowie i inni przeciwnicy ZOSTAWCIE juz Nas tych z kijkami nie
wytykajcie palcami w górach jak bysmy byli trendowaci Chodzcie ubrani
wyposazeni sobie jak chcecie a my będziemy po swojemu W końcu taki młody czy
nawet starszy który w pózniejszym wieku zabiera się za rekreacje nie dostanie
już w sklepie tych códów techniki PRLu tylko kupi to co jest aktualnie w
sprzedazy czyli np. Kurtałe GORE-TEXsową ze spodniami , KIJKI!!!, kamizelke
czapke rekawiczki polarowe, dobre skurzane buty z membraną oraz podeszwą nawet
na Vibramie nowym wygodnym plecakiem (a jeszcze mi się spomniały te świetne
termosy made in CHINA z wkładami szklanymi takimi jak bombka na choince - ile
razy komuś poszła kawusia abo herbatka w podłoge schroniska jak stawiał plecak
zreszta i tak przewaznie po 2-3 godzinach była juz zimna) Łojezuniu to były
czasy i nadodatek taki termos dostac to był szczyt marzen poprzedzony godzinami
spędzonymi w kolejce do sklepu w którym "rzucono towar"

Piękne czasy może ale skończmy tą bezsensowną wojne pokoleń bądzmy bardziej
tolerancyjni wyrozumiali Niech kazdy chodzi sobie jak chce i w czym chce w
górach na plaży nad jeziorem Tylko by jeden z drugim nie stwarzał zagrożenia
zdrowia i życia dla drugiej osoby przepychając się na szlakach, pędząc na
rolkach, desce, nartach czy rowerem tam gdzie ludzie chodzą no i te cholerne
śmieci nie zostawiał po sobie wszędzie.
Uważam za bezsenowne wszelkie krytyki tego wątku na temat tych z kijami i bez i
czy ktoś widział takiego i owego nad morzem na mazurach czy w górach no to
fajnie, są więc ludzie jeszcze którzy chcą jeszcze się ruszac i koniec kropka...




Temat: Witajcie Wote i Qmax na starych smieciach,
W mordę ledwo wstałem.... ;) dobrze ze mam jeszcze wolne dzisiaj. :D

CO do Sella Rondy.

Ruszyliśmy drugiego dnia. W stronę zieloną. Ciekawe trasy, głównie czerwone i
niebieskie. Czerwone świetne, niebieskich kilka w stylu biegowym( tzn czasami
trzeba pedałować pod górkę) Ogólnie traski na selli oceniam na 4. Zaczęliśmy od
Campinoi, Piz Sella, Piz Seteur, Canazei, Val di Fassa, Araba, Corvaria,
Colfosco, Passo Gardena, Selva. Traskę faktycznie mozna pokonać bez zdejmowania
nart ale tylko gdy ma się przypięte rolki. Dwa razy trzeba zdejmować nartki i
pokonywać około 50 m tzw asfaltem. :D

Ogólnie rzecz biorąc pogoda piekna, ciepło ok 2 st, słońce, sporo jazdy dość
urozmaiconej i niemonotonnej, widoki fantastyczne.

Wieczorem udało nam się skontaktować z Qmaxem i umówiliśmy się na środę w
Colfosco. W poniedziałek pojeżdzilismy więc na stokach pod masywem Sasolongo.
Wtorek był chyba najfajniejszym dniem ponieważ było najcieplej i najwięcej
jeździliśmy. W sumie cały dzień od 8:30 do 16:30 na nartach. Na koniec cztery
zjazdy Saslongiem na zmianę czarnym i czerwonym w stylu zjazdu pucharu św ;)
zrobiły swoje. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Mimo bliskiej odległości ledwo
dowlokłem się do apartamenti.

Środa to znowu Sella. Musieliśmy dotrzeć na 12 do Colfosco więc ruszylismy rano.
Po drodze kilka zjazdów w Val di Fassie i Arabie. O 12 umówione spotkanie. Było
miło. Wypilismy piwko i bombardino, grappę , co poniektórzy cos zjedli,
zjechaliśmy z kilku górek, przeserwisowaliśmy nieudanie (sprzęt był
wypożyczalni to dlatego ;) )popsuty sprzęt (wiązanie konkretne) i wrócilismy do
siebie. Dzięki Qmaxie za spotkanie i pozdrawiamy całą waszą ekipę serdecznie.

Czartek to znowu sella tylko w przeciwną stronę (pomarańczową). Trasy trochę
trudniejsze ale chyba mniej jazdy, a więcej wyciągów jak w przeciwną stronę.
Powoli zaczęło się ochładzać i nawet sonka było mało... Nie mniej znów sporo
jazdy. Jakieś 4 h bez przewy, drobny lanczyk w postaci Wurst mit pommes und
Weisbier.

Najgorszy był dzień ostatni. Stoki oblodzone i trudne. Dużo słońca ale wiatr i
zimno.. w niektórych miejscach termometry pokazywału -13 stopni. Spowodowało to
dużą liczbę wypadków. Jak już pisałem w ciągu 10 min na Saslongu byłem świadkiem
dwóch interwencji Helikoptera i sam miałem wypadek nawet związany z brakiem
widoczności. Zderzyłem się z innym narciarzem, którego za skarby nie mogłem
widzieć, a on mnie. Z tego powodu ja twierdzę, że to jego wina a on że moja. Nie
mniej wieczorem udałem się do sklepu po kask....

Jak na razie tyle... jak są jakieś pytania co do regiony to walcie smiało. Pani
Aleksandry nie spotkałem ale nie wiedziałem że się spotkanie szykuje... jak bym
wiedział z pewnością bym się stawił.. nie mniej śmignęło mi gdzieś na selli
jakieś stadko porowadzone przez jakąś polkojęzyczną niewiastę więc kto wie??? :D




Temat: Wróciłem wczoraj z Campitello di Fassa
Dzień czwarty
Ruszam do Alta Badia Jak zwykle początek ten sam 8.20 kolejak na Col Rodella,
zjazd do Val Gardeny, wspinaczka na Passo Gardena i zjazd do Colfosco Zaliczam
szybko Forceless. Warunki jazdy trudne
,w nocy padał śnieg,dużo śniegu-Włosi nie przerobili tego ratrakami. Jeżdzi się
ciężko dużo kopnego śniegu tworzą się ogromne muldy. Skrzyżownie nart i
pierwsze fik buzia w śniegu ( i tak chciało mi się pić ).Jadę dalej do Corvary.
Kieruję się na Piz La Ila ( trasa slalomowa Gran Risa) Po drodzę zaliczam Col
Alto. Na krzesełku pierwsza rozmowa po polsku od 5 dni. Spotkałem grupę osób z
Gdańska. Krótak wymiana opini o trasach i warunkach śniegowych i już zegnamy
się. Powoli zbiżam się do Piz La IlA. Ruszam trasą Gran Risa-jest około 11.30
ale muldy potęne i straszny tłok. Poczatek trasy waski mało ciekawy ale dalej
sam miodzik gdyby nie te muldy , jednak bokiem trasy da się w miarę pociagnąć.
zatrzymuje się w miejcu gdzie trasa ma nachylenie ok 53 % oj robi wrażenie stok
opadający na tak zwaną mordę Dojeżdzam do końca na dole sympatyczny gruby Włoch
w barku proponuje browarek. Biorę Warstainera (3.50) Chwila relaksu. Winda do
jajek i już jadę na Piz La Ila. A na górze rykowisko wszystko dla ludzi( barki -
fajny z flaszkami wstawionymi w snieg, budy hamburgery i kiełbasa, plac zabaw
dla dzieci). Kieruję się do San Cassiano ( wspaniała czerwona trasa z Piz
Sorega). W san Cassiano decyzja wracam do Corvary, potem Colfosco i powtórka
forceless . Jade do Gardeny Na Dantercepies staje pod kamerą internetową,
dzwonię do żony, macham do niej podobno mnie widzi jestem zadowolony.
Spojrzenie w lewo i widzę juz swój punkt docelowy Col Rodella, ale jeszcze za
wcześnie aby wracać Patrze i widzę niedaleko orczyk hop wzdłuż niego trasą w
dół ( fajne dwa garby ). Powtórka 3 razy miodzo. Jadę do Selvy na Piz Seteur do
ulubionego barku na grappa mela verda. Robi się póżno czas wracać. Col
Rodella , kolacja i plany na jutro Skitour Grande Guerra ( trasa frontu
pierwszej wony światowej ok. 80 km łącznie ze skibusami )
Parę info o Campitello:
- biuro skipassów jest w budynku kolejki na Col Rodella czynne od 8.00 do 19.00
(kupujcie skipass poprzedniego dnia po przyjeżdzie z reguły rano są kolejki
trzeba ze 30 minut odstać)- do 7 dniowego skipassu nie tzreba zdjęcia natomiast
powyżej już tak ale na miejscu w kasach są kamery więc nie ma problemu
- sklep z żarciem Supermercati czynny od 8-12 i 16-19 ( szanują pracę )
-linki skibusy
www.fassa.com/htm/uk/inverno/skibus.htm
-trasy warunki wypożyczalnie
www.fassa.com/htm/uk/inverno/piste_neve.htm
Posiadam jeszcze rozkłady jazdy skibusów z Malga Ciapella do Alleghe (Civetta)
i na Passo Falzarego oraz z Val Gardeny Ale prześlę na maila ponieważ nie mogę
znaleźć linków Dla zainteresowanych mój adres rav67@wp.pl
Pozdrawiam wszystkich co dopiero się wybierają na narty
Cdn... jeszcze dwa dni (jeżeli Was nie zanudzam)
Pozdrawiam Rafał



Temat: Trzy dni dni z potworem
Trzy dni dni z potworem
Tak z potworem.Bo moja 3 letnia córka jest potworem.Wysysającym moje
siły,energię,radośc życia i kasę.Taki słodki aniołek z blond
włoskami i niesbieskimi jak mamunia oczkami.Kilka tygodni
oczekiwania na "nasz" wyjazd w góry.Kiedyś tak cudownie spędzaliśmy
wspólnie tam czas.Jeżdżąc na nartach, pijąc drinki i do późna w nocy
rozgryzając złożone problemy tego świata poto aby potem pół nocy
się kochać...tak było.A jak jest?
Mały potwór absorbujący każdą chwilę swoją obecnością!Każdą!
Bezwzględnie i bezlitośnie.Nawet już nie chce się nic mówić bo i co?
Skoro potwór i tak będzie zawsze najmądrzejszy.Nie usiądzie
spokojnie aby posłuchac co masz mądrego o życiu do powiedzenia bo
zarzucici cię bezwzględnie swoją obecnością.A spróbuj nie wykazać
odpowiedniego zainteresowania potworem.Zaraz matka potwora skupi na
tobie swoje niechętne spojrzenie...
Każde wyjście na ulicę,stok czy gdziekolwiek kończy się noszeniem
potwora,który ma tylko siłę do dokuczania ale do chodzenia na swoich
krótkich koślawych nóżkach już oczywiście nie!Nie ryzykuj wejścia z
potworem do jakiegokolwiek splepu.Zaraz poznasz rozległe potrzeby
potwora we wszystkich własciwie dziedzinach życia!Potwór poprostu
uważa,że kasę masz poprostu mieć i koniec.Odmowę spełniania
zachcianki potwór skontruje swoją złością.
Potór myśli oczywiście,że wszystko już wie i potrafi.Na wyciągu
narciarskim nie przekonasz potwora,że duży wyciąg jest dla tych co
potrafią jeździć a nie dla potworów co mają narty pierwszy raz na
nogach.Oczywsicie nie próbuj przekonać potwora,że gogle nie są mu
potrzebne w słoneczny dzień.Kosekwencje mogę być upiorne.Najpierw
potwór się pobuczy usmarcze a na koniec będziesz miał przeziębienie
czyli wędrówki po doktorach i wydatki.
Koszmar koszmar koszmar!
Na noc też nie licz.Skoro potwór wreszcie raczy zasnąc spokojnie z
tej radości poczujesz już nic więcej jak tylko potowrne nomen omen
zmęczenie.Ale to jeszcze nie najgorszy wariant.Zawsze może być
tak,że potwór obudzi cię o 2.00 w nocyu ŻĄDAJĄC skoku marki kubuś do
picia i za h..pana nie zaakceptuje innego napoju i nie będzie go
oczywiście obchodziło,że jest środek nocy do najbliższego sklepu
nocnego jest 10 km.Oczywiście noc zrąbana a jeszcze nie licz na
to,że się wyśpisz bo jak życie pokazuje potówr już o 6.00 rano
będzie wyspany na nogach domagając się o 7.00 bajki w TV, której
oczywiście nie ma....
Koszmar koszmar koszmar!
Oczywiście są ludzie,którzy właśnie w tym odnajdują sens swojego
życia.I bardzo fajnie.Ja nie.Niecierpię dzieciorów i potrafię się do
tego przyznać.Gdybym mógł jeszcze raz przeżyć swoje życie poddałbym
się wazektomii w wieku 20 lat.



Temat: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu"......
Było pelno zamieszania i smiechu… na koniec aptekarz stwierdzil „Wy, Polacy
jesteście bardzo zabawnym narodem” ;-)

Wiec jedziemy w kierunku półwyspu Synaj. Robi się sennie, leniwie… Jest duzo
miejsc, wiec wyganiam Rzesia na siedzenie za nami, żeby się przespal. Radusiowi
wlaczam bajeczke, żeby sobie oglądał i przytulam go mocno…wspominam
jego „wystep” w muzeum… tak strasznie mnie zaskoczyl, zaimponowal!
Niespodziewalam się…

Droga się ciagnie. Nawet nie wiem kiedy przysnęłam. Teraz się obudziłam bo mamy
postoj na jakas kawe, herbate czy siku. Za chwile wjedziemy w Kanal Sueski i
będziemy już na Synaju. Troche się gonimy by rozprostowac kosci i po 10
minutach jedziemy dalej.

Kanal Sueski. Jak dla mnie-nic szczególnego. Nie znam się na tym. Fakt-sama
mysl, ze nad nami sa niewyobrażalne ilości wody i przepływają statki-robi
wrazenie, ale sam tunel…Jak się jedzie w Dolomity na narty-tam dopiero sa
tunele, które się ciągnął nieraz kilometrami i sa przewiercone przez srodki gor.

Wyciągam jakies buleczki, owoce… czas się czyms posilic. Robi się pomalu
zmierzch. Jedziemy od dłuższego czasu droga wijaca się wśród wspaniałych,
kolorowych, kamienistych gor Synaj. Mijamy oazy beduinow… i znowu pustka. Ok.
18 jest już prawie ciemno. Nasz przewodnik Arab, policjant turystyczny i
kierowca-wyjmuja jedzonko i zaczynaja sniadanie ramadanowe. Jeszcze godzina,
dwie i będziemy na miejscu.
Jest już zupełnie ciemno. Chudziutki księżyc daje niewiele swiatla. Zapadaja
prawdziwe egipskie ciemności… nie widac nic! Tylko co jakis czas gdzies w
oddali pali się jakies światełko-to miejsca, gdzie swoje domy, namioty maja
Beduini…
Mysle sobie „niesamowite tak mieszkac! Bez apteki, sklepu… Na takim odludziu…”

I oto wjeżdżamy w Park Narodowy Egiptu. Kupujemy bilety w cenie 3$ od osoby.
Okazuje się, ze pod Klasztorem Sw. Katarzyny sa tylko cztery hotele-i wszystkie
3***.
Nam przypadl na ta jedna jedyna noc hotel bez nazwy ;-) Znaczy się-nigdzie nie
było napisane jak się ten hotel nazywa… na moja prosbe w recepcji o jakis
folder tego hotelu-pan odpowiedział, ze nie ma ;-)

Wiec odbieramy klucze od pokoju i leciemy na kolacje… Fuj… Dobrze, ze mialam
kanapki z rana. Jedzenie zimne, niedoprawione…jedna wielka mamalyga. Sam hotel
(mimo iż obiecałam sobie iż nie będę tu pisac o hotelach) jeden wielki syf,
śmietnik i porazka!

Po kolacji jedziemy jeszcze do sklepu. Kupujemy zapas wody i napoi kolorowych,
jakies słodycze i wracamy.

Lecimy do pokoju. Jest już 20:00 a my o 02:15 wstajemy by wejsc na Gore
Mojżesza. Szybka kapiel w zimnej wodzie i wskok do brudnej poscieli (bleeeeeee)
Boje się, ze zlapiemy gangrene ;-)
Nastawianie budzenia na 2:15 i walka z organizmem, by jak najszybciej zasnął…
Lezymy, lezymy a sen nie przychodzi…

Iwonka




Temat: ostatnio zasłyszany DOBRY DOWCIP
W kosmos wyslano malpe i policjanta. Pierwsza koperte
z zadaniami otworzyla malpa: "Nacisnac przycisk,
wlaczyc akumulatory, przeprowadzic badania".
Po chwili koperte przeznaczona dla siebie otworzyl
policjant:
"Nakarmic malpe, polozyc sie spac".

Do sklepu z artykulami gospodarstwa domowego
wchodzi policjant.
- Chcialbym tamten niebieski odkurzacz.
- Dobry wybor! Zonie na pewno sie spodoba.
- Tak pani mysli? To prosze jeszcze trzy.

Policjant wchodzi do sklepu i prosi o dwa sznurowadla.
- Jakie?
- Jedno lewe, drugie prawe!

Do zataczajacego sie jegomoscia podchodza dwaj
policjanci.
- Dokumenty prosze - mowi pierwszy.
- Nie mam.
- No to idziemy - mowi drugi.
- No to idzcie.

Dlaczego policjanci nosza palki dlugie i krotkie ?
- Jesli idzie dzesieciu policjantow i jeden NASZ to oni
wyciagaja te krotkie i GO bija. Jesli natomiast idzie
dziesieciu NASZYCH i jeden policjant to on wyciaga ta
dluga palke i SLEPEGO UDAJE.

Dwoch ZOMO'wcow leje w lesie, nagle jeden mowi:
- Ej stary, co Ty tak bezszelestnie lejesz ?
- Bo leje po spodniach.
- A nie szkoda Ci spodni ?
- Nie, bo leje po Twoich.

- Dlaczego w Wisle utopilo sie dwoch milicjantow ?
- Bo zapalali motorowke "na pych".

Co robi milicjant gdy dostanie narty wodne ?
- Szuka pochylego jeziora.

- Dlaczego milicjanci maja guziki na rekawach ?
- Zeby nie wycierali w nie nosow.
- A dlaczego te guziki sie tak blyszcza ?
- Bo wycieraja.

- Dlaczego milicjanci nie jedza ogorkow konserwowych ?
- Bo im sie glowy w sloikach nie mieszcza!

W pociagu ludzie opowiadaja sobie
dowcipy o milicjantach, w tym powyzszy... Jakies
dziecko ze zdziwieniem wola do jadacego z nim rodzica:
Tatusiu, ale ty jadles wczoraj ogorki... Ogolna
konsternacja, w ciszy slychac glos ojca: Tak, synku, ale
ja jadlem z beczki...

Milicjant zatrzymuje kobiete jadaca zbyt szybko
samochodem.
- Nie widziala pani znaku ograniczenia predkosci ?!
Kobieta nachyla sie, zaglada pod siedzenie, wyciaga
biala laske i mowi:
- ja jestem niewidoma...
milicjant:
- a to przepraszam bardzo..

Wpada zomowiec do domu, zaglada do lodowki i paluje
zone. Zona przerazona nastepnego dnia wymyla
lodowke. Zomowiec wpada, zaglada do srodka i znow
paluje zone. Przez pare dni biedna zona probowala
wszystkich srodkow, zeby nie denerwowac meza.
Wypakowala lodowke jedzeniem, ale nic nie pomagalo.
Ktoregos dnia kiedy maz ja pala okladal, zaplakana pyta
o co mu w koncu chodzi?
A zomowiec na to: "Ja cie naucze gasic swiatlo w
lodowce!"

Dwoch milicjantow obserwuje psa lizacego sobie jaja.
"Chcialbym umiec to robic" wzdycha jeden.
"Czys ty zwariowal, pies cie pogryzie!"

Z czego sklada sie pies milicyjny?
- z milicjanta, smyczy i psa wlasciwego

Przychodzi ZOMOwiec do domu, wyciaga pale i leje
zone. Ta w krzyk:
- Jozek, nie przynos mi nigdy roboty do domu!

Na przesluchaniu policyjnym:
- Kto ci ucial jezyk? Gadaj!!!



Temat: Kalimera Kos ***+ - Kos, Kardamena
Kalimera Kos ***+ - Kos, Kardamena
Bardzo przyjemny hotel, kameralna miła atmosfera.

Wejścia do pokojów z zewnątrz budynku, wszędzie dużo pachnących roślin, palm
itp.
Bardzo ładny basen i brodzik równiez otoczone zielenią.

Pokoje i balkony bardzo intymne z widokiem na morze lub góry.

Czysto (codzienna zniama ręczników i pościeli).

Dobre jedzonko (trochę pod angielskiech gości, ale nie brakuje greckich dań) -
w opcji AI śniadania (duży wybór dań z fasolką po bretońsku włącznie ),
obiady i kolacje w formie bufetu. Poza tym w snack barze dostępne tosty,
lody, popcorn. Alkohole lokalne, napoje typu cola, fanta, sprite (greckie
odpowiedniki), kawa, herbata.
Bardzo miła obsługa, nie ma kolejek, niczego nie brakuje, nie żałują alkoholu
w drinkach itd.

Do plaży ok 300-400 metrów, ale niebyt przyjemnej drogi (przez pola), przy
tym ten żar lejący się z nieba.
Plaża bardziej żwirowa niż piaszczysta, wejście do wody kamieniste. Woda
kryształ.
Na plaży bezpłatne leżaki i parasole.
Plaża prawie pusta.

W sąsiedztwie hotelu znajduję się jeszcze dwa hotele Akti club**** i Kalimera
Mare***.
Animacje w hotelu Kalimera Mare (mini disco dla dziecki, bingo, karaoke i
inne)lub w położone przy plazy tawernie Pergola (wieczorki greckie)- w obu
przypadkach goście korzystają z opcji AI. W hotelu Klimera Mare rano
streching i aquaaerobic, w Kalimera Mare piłka wodna koło 15, w Akti Club
piłka nożna o 16.
Tawerna poza organizowanymi przez hotel wieczorkami greckimi nieczynna.

W pobliżu hotelu na plaży wypożyczalnia sprzętu wodnego - skutery wodne,
rowery wodne, narty wodne, banan, oponki itp.
Przy hotelu Kalimera Mare wypożyczalnia samochodów, skuterów, quadów, rowerów
(także z fotelikami dla dzieci)

Ok 200m od hotelu gokarty.

We wszystkich hotelach znajdują się sklepiki z pamiatkami, napojami i
przekąskami, a także podstawowymi produktami, typu pieluchy dla dzieci,
kosmetyki.

Plac zabaw w Kalimera Kos to wielka podniszczona zjeżdżalnia, ale można
korzystać z placu przy Kalimera Mare.

Ogólnie okolica bardzo bardzo spokojna. Oprócz tych 3 hoteli nie ma w sumie
nic - góry, morze i pola z pasącymi się na nich krowami i kozami.
Trochę dalej jest jeszcze duży kompleks hoteli. No i Kardamena - 4 km.
Codziennie jeździ tam hotelowy darmowy bus. Zawozi gości o 20, odbiera o 23.
Można tez dojechać autobusem komunikacji lokalnej - przystanki przy hotelach
lub taxi - 7,5 EUR.
W Kardamenie mnóswto restauracji, barów dyskotek, sklepów z pamiątkami.
Można zakupić taniej niż w hoetalu wycieczki fakultatywne.
Jest nawet McDoanald's

A oto linki:

www.holidayhotels.com/hotel.php?HID=20031029165234490203
www.eccoholiday.pl/hotel,1652.php
Zdjęcie satelitarne:

maps.google.com/maps?f=q&hl=en&q=naxos+greece&ie=UTF8&t=h&om=1&z=14&ll=36.796777,27.156487&spn=0.05
04



Temat: Powiesc dla wszystkich
Zegarek nam powiedzial,ze jest ranek,straszne kazamaty czarno ciemno i
zimno,dobrze ze chociaz sucho.Cezkal nas pracowity ranek.Zileony z Milem
zrobili fantastyczne sniadanie,jaja nepalskie na patelni i jakac ich cebula z
czosnkiemco juz widok przyprawil Milego o mdlosci.Do popicia byla cherbata
prawdziwa chinska,ale bez cukru.Wybralismy z Zielonym jeden spodek 3
osobowy.Wszystko w nim funkcjonowalo,jeden mnankament zwykle lozyska pracujace
w oleju.Mial juz troche lepsza nawigacje niz ten nasz co stal blizej
wyjscia.Poprzesuwalismy diski i ten stanal zaraz za Zielonym.Umowilismy
sie,Zielony wraca do Nepalu i czeka na nas,za dwa lub trzy dni powinnismy sie
tam pojawic.Diski maja radiostacje lampowe,nawet niezle pracuja ,dosc dlugo
sie czeka na rozgrzanie tych urzadzen ,ale potem funkcjonuja bez
zarzutu.Musielismy na czas startu przejsc do innego pomieszczenia ze wzgledu
na promieniowanie elektromagnetyczne o zabojczym stezeniu.
Zostalismy sami z Redem.Zaczal sie troche bac,wytlumaczylem ze niema
czego,nasz disk ma mape z urzadzeniem do otwierania nastepnej stacji i nic
naprawde nie grozi.Uspokoil sie.Zajelismy miejsca w naszym disku strat.diski
sie kreca miarowo dosc glosno.Wychdzimy ze studni i odrazu na 40km.Srz<ezonego
Pan Bog strzeze.Trzeba sie pilnowac.Kurs na Alpy.Po 25 minutach lotu i
predkosci podroznej 6000km/h jestesmy na miejscu otwieramy studnie schodzimy w
dol blyskawicznie ladujemmy.Red jest zaskoczony,oglada wszystko i sie nadziwic
nie moze jak tuy czysto i ladnie.Przebiera sie lederhuse czyli krotkie
skorzane spodenki i biala koszulke.Wyglada jak richtig bauer z Tirolu ja mam
to samo wypisuje dla niego z kasy taka sama sume jak chlopcy dostali i idziemy
do Könnigssee.Oczywiscie na sam dol zjedzamy kolejka.Powiedzialem aby zakupil
narciarskie ubranie,poniewaz be3dzie pozniej chlodno.Odrazu idziemy na
prawdziwy Vinnersnitzel z frytami i salata i litowym piwskiem.Hunmory sie
poprawily.Forsy niechcial wymieniac,zakupilem mu komplet overol taki
narciarski.Polazilismy po miejscowosc zrobilismy zakupow do jedzenia i powrot
z plecaczkami w gory.Pozno w noicyu bylismy na miejscu.Pranie ubran i sie po
malym posilku kladziemy.Rano nas czeka wymiana lozysk na rteciowe.Te kulkowe
wykazuje juz po godzinie lotu luzy,jest strach na tym latac.Jak sie stalo tak
sie rzeklo.Po otwarciu disku zdemontowalismy obie nawy i wmontowalismy nawy
zawierajace rtec i zeszlo na to caly dzien.Okazalo sie ze Red byl urodzonym
mechanikeim.Wszystko samo sie mu w rekach skladalo,nic nie gubil i mial wrecz
absolutna pamiec.Mialem zaufanie do wykonmanej przez niego pracy.Tego dnia juz
nie opuszczalismy naszej kwatery.Red faktycznie sie odrozznbial od nas
posiadal jedyny swoje ubrania,mysmy wszyscy mieli te cholerne feldgrau,byla
glupata ubierac sie w takie cos,chociaz w bunkrach dawala przewage ,bano sie
nas lub brano za duchy , ale tutaj niebylo potrzeby.Skoro swit start jak
zwykle 40km i jazda w dol do antarktydy.Red trafnie zauwazylze wino sie
konczy,wiesz co ,ladujemy we Wloszech ja skocze do sklepu i kupie pare
gosiarow 5litrowych Chianti (czyt.Kianti).Ladujemy w ValGardenie kolo
Ortisei.Znalem te miekjksca z zimowiski,co roku sie na narty tam
przyjezdza.Zostawilem disk za gorka w lesie Red byl w srodku na strazy,jakby
sie ktos interesowal to ma straszyc dzwiekiem i juz.Nie bylo daleko,okolo
500m.W sklepie kolo rynku kupuje cztery gasiory wiecej nie mialemn sily
uniesc.Donioslem, z trudem do disku.Upchalismy nasz najwazniejszy bagarz i w
droge.Szybko zlecialy te godziny nad oceanem indyjskim.Podchodzimy do
ladowania a tu cholera cala kawalkada roznych pojazdow jakiejs ekipy
poszukiwawczej.Cholera zachcialo sie im naszych mineralow lub metali.Zaczeli
sie rozkladac obozowiskiem.Nie postanowilem rozpedzic to
towarzystwo.Zrobilismy tak wycofalismy sie poza linie horyzontu i plan byl
nastepujacy nadlatujemy pelkna predkoscia cicho,na malej wysokosci,ale nada
obozowiskiem wlaczamy wszysko co mamy na staku dzwiekowego.Na poczatek
3tyskm/h i nad obozowiskie pelne infra dzwieki.I swieca do gory.Na dole panika
zaczeki wsiadc na swoje pojazdy i wiac po piatym nalocie nikogo juz nie bylo.
Spokojnie siadamy rozmrazamy i wchodzimy w tunel.
C.d.n
Michal



Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 205 postów • 1, 2, 3